ODCINEK 1

Coś dziwnego się stało… 

Justyna była 23-letnią dziewczyną, która z małego miasteczka na północy Polski wyjechała na studia do miasta wojewódzkiego. W chwili, gdy ją poznajemy miała już zrobiony licencjat z zarządzania. Pracowała w prywatnej firmie jako asystentka szefa, oprócz tego studiowała zaocznie, chcąc zrobić magisterkę. Justyna była średniego wzrostu, choć zaliczano ją raczej do wysokich dziewczyn. Miała te swoje 168 cm wzrostu, gdyby miała 2 cm więcej, byłaby naprawdę wysoką – tak sama się określała. Wyróżniała się naprawdę zgrabną figurą z tzw. zaznaczonymi krągłościami tam, gdzie było potrzeba. Miała jasne włosy i niebieskie oczy. Była bardzo urodziwa, a dodatkowo urodę jej podkreślały znakomicie dobrane okulary, stanowiące raczej ozdobę, niż korekcję wzroku (miała niewielką wadę). Na razie Justynka nie miała stałego chłopaka. Mieszkała w wynajetym mieszkaniu, w którym miała współlokatorkę – swą przyjaciółkę z „dziennych” o imieniu Ewelina. Razem zajmowały dwa pokoje i właściwie nie wchodziły sobie w drogę, choć kuchnia i łazienka z ubikacją były wspólne.

Pewnego ranka Justyna obudziła się z dziwnym uczuciem. Nie umiała sobie w pierwszej chwili wytłumaczyć, co tak naprawdę ją zbudziło. Rozejrzała się po pokoju – było jeszcze dość ciemno, choć noc miała się ku końcowi. Zaświeciła lampkę i spojrzała na swój telefon komórkowy, który spełniał funkcję zegarka i budzika. Była 5.30. Justynka marzyła o późnej wiośnie i lecie – wówczas o tej porze jest już jasno. Teraz jednak jej uwaga skupiona była na tym dziwnym uczuciu, które spowodowało jej obudzenie. Wyraźnie czuła mokro w okolicach pupy (Justyna miała zwyczaj spać na wznak). Wstała i spojrzała na swoje łóżko: W miejscu, gdzie leżała, ciemniła się duża plama o dość regularnych kształtach. Dziewczyna dotknęła jej dłonią – była ciepła i oczywiście mokra. Chwilę trwało, nim dotarła do niej ta straszna prawda, że chyba się zsikała. Dla pewności zbadała jeszcze swoje spodnie od piżamy oraz majteczki, które miała pod spodem. Teraz nie miała już żadnych złudzeń.
„Zsikałam się” – pomyslała – „zsikałam się w łóżko.”
Poczuła, że łzy napływają jej do oczu. To nie może być prawda, przecież dziewczyny w jej wieku nie sikają w majtki. Justyna nie pamiętała już kiedy ostatni raz przydarzyło się jej coś takiego. Ale zaraz… Jej starsza siostra moczyła łóżko jeszcze w średniej szkole, czyżby to przeszło teraz na nią?
Tak myśląc Justyna zajęła się sobą. Wiedziała już, że nie ma sensu kłaść się spać, bo za niecałą godzinę i tak zadzwoni budzik. Zdjęła więc z łóżka mokre prześcieradło, na szczęście poza nim żaden element pościeli nie ucierpiał. Plamę na materacu zasłała ręcznikiem i na to położyła świeże prześcieradło. Spojrzała na zegarek – była 6.15, założyła więc szlafrok i poszła do łazienki, aby zająć ją przed Eweliną.

Justyna dotarła wreszcie do pracy. Rozpoczynała o 8.00, musiała jednak przychodzić pięć minut wcześniej – to było jedno z dziwactw jej szefa, pana Cezarego Wysockiego, faceta w wieku dobrze już po pięćdziesiątce, ogólnie zresztą miłego i szarmanckiego. Nie tolerował spóźnialstwa – zawsze powtarzał, że król Francji miał przywilej być punktualnym, dla innych to obowiązek. Pan Cezary nie znosił również palenia tytoniu i „nadmiernego” przesiadywania w toalecie, uważając, że jedno i drugie jego pracownice łączą tj. palą w kiblu, jak uczennice.
– Dzień dobry Panie Prezesie – pozdrowiła swego szefa Justyna wchodząc do sekretariatu.
– Dzień dobry panno Justyno. – pan Wysocki zawsze tak się do niej zwracał – Jaki mam dzś rozkład dnia?
To było kolejne dziwactwo prezesa – codzień rano musiał wysłuchać swego rozkładu dnia, mimo że sam go ustalał, a Justyna jedynie umawiała mu kolejne spotkania.
Justyna odczytała godzina po godzinie co prezes ma robic w ciągu dnia, po czym zapytała:
– Czy zrobić panu kawę?
– Tylko jeżeli sobie także – uśmiechnął się pan Cezary.
– Oczywiście, zaraz przyniosę – Justyna także się uśmiechnęła, bo lubiła swego szefa mimo jego dziwactw.
Po 9 miała odbyć się narada na której nasza bohaterka spełniała rolę protokolantki, uważnie więc musiała wszystko notować. Zebrania takie zazwyczaj nie trwały dłużej niż godzinę, góra półtorej, to jednak było specjalne, ponieważ do firmy przyjęto nowego głównego technologa i należąło go wprowadzić w przedmiot działalności. Tak więc Justyna musiała poświęcić ponad 2 godziny na protokołowanie. W tym czasie poranna kawa dała o sobie znać w zupełnie innym miejscu. Justynka nie mogła jednak opuścic zebrania.
„Jeżeli nie możesz czegoś zwalczyć – zignoruj to.” – pomyślała. I ignorowała. Wreszcie narada dobiegła końca. Gdy wszyscy wyszli szef odezwał się do swojej asystentki:
– Panno Justyno, najpóźniej za godzinę chcę mieć protokół z zebrania przepisany na czysto i przedłożony do podpisu.
– Tak, panie Prezesie – odpowedziała karnie „panna Justyna”.
Zasiadła zaraz do komputera i rozpoczęła przepisywanie swoich notatek „na czysto”. I zajęło jej to prawie dokładnie godzinę. Prezes przeczytał protokół, podpisał i nakazał Justynie wykonanie tylu kopii, ilu było uczestników i poroznoszenie ich do każdego zainteresowanego. Znów zajęło jej to godzinę z okładem. W tzw. międzyczasie wypiła jeszcze herbatę, czekając aż ksero (stary rupieć – Justyna wyrzuciłaby go dawno, gdyby to od niej zależało) zrobi swoją robotę. Gdy wróciła do gabinetu prezesa, usyszała:
– Panno Justyno, zaraz przyjadą ci faceci od dostaw stali, niech pani się nimi zajmie, bo muszę na 10 minut wyjść do urzędu.
Justyna potulnie zajęła miejsce za swoim biurkiem. Nie mogła pozostawić sekretariatu pustego, gdy prezes wychodził. Gdyby goscie przyszli i nikogo nie zastali… Strach pomyśleć. Ale znów nie poszła do toalety. Było już dobrze po 14 gdy spodziewani od dłuższego czasu goście wreszcie przyszli. Oczywiście poprosili o kawę. Justyna także przygotowała dla siebie filiżankę Neski „dla towarzystwa”. Prezes niestety też się spóźniał – widocznie te 10 minut w urzędzie mocno się wydłużyło. Wreszcie wrócił. Zaprosił gości do swego gabinetu, a po chwili wezwał tam także Justynę, która cos tam musiała odszukiwac w dokumentacjach.
Wizyta trwała prawie do 16…
– Koniec na dziś, panno Justyno – szef tak jak punktualnie zaczynał, tak samo punktualnie kończył pracę.
– Pozmywam tylko naczynia i już wychodzę – odpowiedziała Justynka.
W łazience szybko uporała się z filiżankami, natomiast znów zignorowała potrzebę pójscia do toalety. Nie chciała aby szef czekał, bo kolejnym jego dziwactwem było to, że osobiście zamykał wszystkie biura na klucz.
Justyna wyszła na autobus. Były to godziny szczytu, więc nie czekała długo, natomiast ku swemu przerażeniu zobaczyła, jak przepełniony przyjechał. Ledwo wcsnęła się do środka. Przed nią jakaś paniusia (stała tyłem do Justyny, więc nie mogła rozeznac jej wieku), kręciła się, jakby coś ją gryzło, w dodatku raz po raz uderzała naszą bohaterkę to łokciem, to trzymaną w drugiej ręce parasolką. Jedno uderzenie spadło dokładnie w okolice pęcherzea Justyny. Dziewczyna poczuła nagłą, niesamowicie silną potrzebę. Powstrzymała jednak katastrofę. Na szczęście miała na sobie spódnicę, a nie spodnie, ale sama perspektywa zsikania się w majtki była potworna. Justyna stwierdziła, że nie mam mowy, by w takim ścisku jechac dalej. Na szczęście do domu nie było juz daleko. Wysiadła na najbliższym przystanku i ruszyła pieszo w kierunku swego mieszkania. Pech chciał, że przechodziła obok kawiarni, w której serwowano pyszne kawy o różnych smakach. Justyna czuła podświadomie, że nie powinna pić kolejnej kawy, ale była zbyt wielką miłośniczką tego napoju, by oprzeć się takiej pokusie. Zamówiła kawę o smaku czekolady, którą wypiła prawie duszkiem. Po czym wstała, uregulowała należność i wyszła, znów nie zachodząc do kibelka.
„Do domu mam 10 minut, no góra 15″ – myślała.
Droga do domu nie była ani dłuższa, ani krótsza niż zazwyczaj. Mimo to Justyna coraz bardziej czuła, że jej potrzeba fizjoligiczna robi się nie do zniesienia. Myślała nawet, czy nie zerwać z dobrym wychowaniem i nie skoczyć gdzieś w krzaczki. Ale krzaczków, jak na złość, w tej okolicy nie było wcale… Były natomiast istne tłumy ludzi przemieszczających się tam i tu, zupełnie jak rój pszczół lub mrówki. O tym, aby gdzieś się schować i zrobić szybkie siku nie było mowy. Justyna miała wrażenie,że pierwsze krople już moczą jej majteczki. Spojrzała wokół – nikt nie zwracał na nią uwagi. Przykucnęła więc, niby sznurując but i szybko wsunęła rękę pod sukienkę – majtki były suche. Odetchnęła. Wstała i… W tym momencie rzeczywiście popuściła. Majtki zrobiły się szybko dość mokre i dwie strugi popłynęły po obu udach dziewczyny. Justyna ścisnęła nogi, a gdy znów odzyskała kontrolę ruszyła dalej.
Czuła się dziwnie. Serce biło jej jak oszalałe, oddech mimowolnie także przyspieszał, a co najdziwniejsze – twardniały jej sutki. Jednym słowem czuła podnecenie. Nagle poczuła, że dół jej majteczek znów robi się wilgotny i wówczas tylko fakt, że jest w publicznym miejscu powstrzymał ją od masturbacji. Już, już sięgała bowiem ręką do swych majteczek…
Teraz jednak Justyna zrozumiała, że nie wytrzyma do domu, a ponieważ majtki i tak już zmoczyła, postanowiła dłużej nie czekać. Stanęła tak jak stała i zsikała się do końca. Pozostawiwszy kałużę na chodniku poszła do domu, który był już o kilka kroków od tego miejsca.

W mieszkaniu zastała swoją współlokatorkę. Trochę się wystraszyła, ale postanowiła, że nic sobie z tego nie będzie robić. Przeciwnie. Doznania, które łączły się z przykrym skąd inąd wypadkiem sprawiły, ze Justyna postanowiła podzielić się nimi z przyjaciółką. Ewelina akurat siedziała w kuchni i piła colę siedząc nad skryptem, ponieważ, w przeciwieństwie do Justyny, nadal studiowała na studiach dziennych.
– Cześć, masz chwilkę? – zapytała Justyna, która tylko zdjęła buty, a nadal miała na sobie mokre majtki.
– Tak, a co? – odpowiedziała pytaniem jej współlokatorka.
– Muszę ci coś opowiedzieć. Coś dziwnego się dziś zdarzyło.
– Spotkałaś chłopaka – marzenie?! – wykrzyknęła Ewelina i posmutniała – urodą nie dorównywała swej przyjaciółce i chłopcy ją raczej omijali.
– Nie, ale to ma chyba jakiś związek z erotyką. Widzisz, dziś rano… nie wiem jak ci to powiedzieć… obudziłam się w mokrym łóżku…
– Nie powiesz mi chyba, że się zlałaś?
– Zlałam się. – odpowiedziała Justyna – ale to nie wszystko, bo jak wracałam teraz z pracy, to znów tak mnie przycisnęło, że nie wytrzymałam i zsikałam się jeszcze raz.
– I teraz masz na sobie…
– … mokre majtki, które sprawiają mi nieziemską przyjemność – dokończyła Justyna. – I coś mi się wydaje, że to nie był mój ostatni raz.

———————————————————————–

ODCINEK 2

Nie ma jak weekend…

Przez pozostałe dni tygodnia jedyną myślą, jaka zaprzątała głowę Justyny był jej wypadek. Wszystko tak dziwnie się ułożyo tamtego dnia. Najpierw zsikała się w łóżko. Nadal nie miała pojęcia dlaczego – ani nie była specjalnie zestresowana, ani chora, ani też nie śniła o wizycie w kibelku, choć to ostatnie wydawało się jej najbardziej prawdopodobne, jako że zupełnie nie pamiętała co jej się śniło. Ważniejsze jednak było dla naszej ambitnej asystentki szefa to, co stało się podczas powrotu z pracy. Zsikała się w majtki, bo nie wytrzymała, ale zamiast odczuwać z tego powodu wstyd, czuła podniecenie. To było dla niej niezrozumiałe…
W piątek, kiedy tak jak każdego dnia pan Cezary wyszedł ze swego gabinetu i powiedział „Koniec na dziś, panno Justyno”, Justyna wiedziała już jak spędzi weekend, który szczęśliwie wolny był od zjazdu. W dodatku wiedziała rónież, że będzie sama w mieszkaniu, bo Ewelina jeszcze tego dnia po południu miała wyjechać do swoich rodziców. Wracając z pracy zaszła do sklepu i mimo wstydu kupiła podkład ochronny na materac, przeznaczony dla osób mających problem… no wiecie jaki. Postanowiła bowiem zacząć sobotę od zmoczenia łóżka.

Justyna obudziła się bez pomoc budzika. Wiedziała, że jest 7.30 – tak działał jej „zegar biologiczny”. Poczuła, że musi opróżnić pęcherz. Postanowiła jeszcze poleżeć i zobaczyć, co się stanie. Wzięła książkę i zaczęła czytać. Po chwili tak zgłębiła się w lekturze, że zapomniała o całym świecie.
Świat jednak nie dał o sobie tak łatwo zapomnieć, a to za sprawą potrzeby fizjologicznej, którą Justyna zaczęła gwałtownie odczuwać. Zdecydowała, że dłużej nie będzie czekać. Ułożyła się na wznak, tak jak zawsze sypiała i tak, jak spała wówczas, gdy zsikała się bezwiednie. Chciała teraz poczuć dokładnie to, co wtedy. Zrzuciła z siebie kołdrę, aby jej nie zamoczyć, po czym przymknęła oczy i zaczęło się… Najpierw poczuła, że przód jej majteczek robi się ciepły, wilgotny wreszcie mokry. Strumień moczu z początku delikatny, jakby nieśmiało wypływający, zaczął nasilać się, wreszcie poczuła, jakby trysnęła z niej fontanna. Ciepło i wilgoć zaczęły przemieszczać się w okolice pupy. Czuła teraz, że leży na mokrym. Wtedy przewróciła się na bok, a potoki żółtego płynu polały się po udzie tworząć pod nim kolejną mokrą plamę na łóżku. Justyna siusiała dość długo, ale wszystko na świecie ma swój początek i koniec. Dziewczyna wstała i spojrzała na łóżko: Duża, prawie okrągła plama rozlewała się tam, gdzie spoczywał jej tyłeczek, druga – podłużna była w miejscu, gdzie leżała na boku. Czuła, że jej piżamka jest mokra z tyłu, aż na plecach, a mokra nogawka oblepia jej zgrabne udo. Natomiast pod spodem ma kompletnie mokre majteczki, które milutko pieszczą jej muszelkę. Teraz pozostało tylko dopełnić dzieła: Justyna wsunęła dłoń w spodenki, przesunęła po mokrych majteczkach i zaczęła pieszczoty, aż do szczytowania. Teraz mogła zabrać wszystkie zasikane rzeczy do łazienki i wejść pod prysznic. Dzięki temu, co zrobiła przestała już wstydzić się swego poprzedniego zmoczenia łóżka. Było to w jej odczuciu tak samo przyjemne, jak i zsikanie się po drodze.

Po kąpieli Justyna ubrała się w swe ulubione jeansy, pod którymi miała śliczne majteczki. Myślała nawet o tym, by założyć swe ulubione – koronkowe, ale po namyśle uznała jednak, że lepsze będą bawełniane, bo przecież nie zamierzała poprzestać tylko na zsikaniu się do łóżka. Jako, że za oknem była jesień – był to przecież koniec października – na górę założyła dość ciepły sweter, który jednak bardzo podkreślał jej urodę. Gdy już zdecydowała się co do stroju, zasiadła do śniadania, podczas którego wypiła szklankę herbaty, a potem duży kubek kawy. Po śniadaniu wróciła do swego pokoju. Włączyła telewizor i zaczęła bezmyślnie „skakać po kanałach”. Nie oglądanie telewizji było dla niej najważniejsze. Chciała tylko, aby znów zachciało się jej siusiu. Nie czekała długo. Kawa i herbata zrobiły swoje. Justyna poczuła najpierw lekki ucisk, potem silniejzy, wreszcie stwierdziła, że chce się jej siku i to dość mocno. Nie poszła jednak do kibelka. Zamiast tego wróciła do kuchni. Otworzyła lodówkę.
„No tak, na mojej półce nic nie ma, zresztą gdyby nie ta cola Eweliny, to byłoby tylko światło” – pomyślała.
Trzeba było zatem wyjść na zakupy, ale Justyna pomyślała:
„Skoro i tak muszę wyjść, to wypiję najpierw tę colę, potem ją Eweli odkupię.”
Wypić 2 litry na raz to „nie w kij dmuchał”, więc opróżnianie butelki zajęło Justynie parę godzin. Gdy wychodziła z domu było już koło 13. Zastanowiła się chwilę, gdzie ma zrobic zakupy. Opcje były dwie: sklepik osiedlowy oddalony o jakieś 10 minut spacerkiem, czy market, do którego trzebaby dojechać, też jakieś 10 – 15 minut autobusem. Zdecydowała się na market, a powodem była chęć zrealizowania kolejnego mokrego planu. W osiedlowym sklepiku ktoś mógłby ją rozpoznać…

Kiedy Justyna doszła do przystanku autobusowego wiedziała już, że na pewno nie wróci sucha do domu. Wypite napoje jakby na komendę zaczęły dopominać się pilnego opróżnienia pęcherza. Autobus podjechał po 5 minutach, był to specjalny bus tylko dla klientów marketu. Ludzi było co niemiara i o tym, aby usiąść nie było mowy. Przejazd przez miasto był dla Justyny torturą, bo każdy wybój na drodze powodował, że musiała zaciskać nogi jak tylko mogła najsilniej, aby się nie zsikać. Nie chciała bowiem zrobić tego w autobusie, choć gdyby ktoś ją zapytał co za różnica – autobus, czy supermarket – nie potrafiłaby na to pytanie odpowiedzieć.

Wreszcie dojechała do marketu. Szybko wypadła z autobusu (omal nie popuściła w majtki wyskakując) i dopadła do wózków zakupowych. Chwilę trwało nim znalazła złotówkę, wreszcie wjechała „w regały”. Najpierw dość szybko uzbierała potrzebne jej sprawunki, nie zapomniała rzecz jasna o coli dla Eweliny, a gdy zakupy zeszły już z jej głowy, przystąpiła do dzieła. Podeszła do regału z akcesoriami dla zwierząt, bo tam było aktualnie najmniej ludzi. Parcie na pęcherz było w tym momencie tak silne, że Justyna nie mogłaby czekać nawet 5 minut dłużej. Zaraz zsikałaby się mimowolnie. Przymknęła oczy i poczuła pierwsze kropelki, które lądowały w majteczkach. Popuściła więcej, jesczze więcej, i jeszcze… Już czuła, że pojemność majteczek wyczerpała się i teraz wszystko przelewało się w materiał jej jeansów. Otworzyła oczy i spojrzała w dół – po wewnętrznej stronie spodni płynęły potoki ku podłodze. Mokra plama rozlewała się z przodu i zajmowała sporo miejsca, bo jeansy były dość obcisłe. Justyna westchnęła i zsikała się do końca. Postała jeszcze chwilę, aż przestało kapać z jej spodni i ruszyła w kierunku kas, budząc zrozumiałe zainteresowanie innych klientów marketu. Dochodziły do niej stzępki rozmów i komentarzy:
– Patrz, zlała się!
– Hej, ta dziewczyna się zsikała!
I tym podobne, z których nic sobie nie robiła. Uważała bowiem, że spotkanie znajomego w tym tłumie to jak trafić szóstkę w totka. Podeszła do kasy, szybko uwinęła się z zapłaceniem i zapakowaniem swych zakupów i wyszła do holu, kierując się ku wyjściu. Już była blisko drzwi, gdy nagle…
– Justyna, to ty? – usłyszała znajomy, męski głos. Odruchowo odwróciła się i ku swemu przerażeniu spostrzegła Krzyśka, kolegę ze studiów.
– Justyna, poczekaj – Krzysiek nie dawał łatwo za wygraną.
Justynie zrobio się najpierw gorąco, a zaraz potem lodowato.
„Nie, on nie może mnie tak zobaczyć” – pomyślała, choć na to było już a późno – Krzysiek dokładnie obejrzał ją i z tyłu, i z przodu, gdy się odwróciła.
Chłopak wreszcie ją dogonił. Wówczas łzy zalały oczy dziweczyny, aż musiała zdjąć okulary, bo nic nie widziała. Krzysiek rzekł:
– Justyna, ty nie możesz teraz iść na autobus. Jak chcesz wrócić do domu? Wyglądasz, jakbyś się zsikała…
– Krzysiek… – Justyna więcej nie była w stanie wyszlochać.
– Zsikałaś się??? – koledze Justyny ze zdumienia oczy wyszły z orbit.
– Zsi…ka…łam się, co ja zrobię… – Justyna doszła do siebie, a mówiąc ostatnie słowa nie myślała o tym, co zrobiła, tylko że została przyłapana.
– Chodź ze mną, odwiozę cię do domu – zaproponował Krzysztof.
Justynie wydało się, że oddech jej kolegi zrobił się jakiś szybszy. Nie widziała tego, ale i serce chłopaka zaczęło szybciej bić. Sama była równie zawstydzona, co podniecona i czekała chwili aż znajdzie się bezpieczna w swoim mieszkaniu i będzie mogła zaspokoić swą kolejną potrzebę. Krzysiek miał jednak inne plany.

Gdy dojechali na miejsce, chłopak nawet nie próbował ukryć faktu, że widok zsikanej koleżanki spowodował u niego erekcję. Justyna dotąd nie zwracała uwagi na Krzysztofa, gdyż była przekonana, że związany jest z Barbarą, nazywaną przez wszystkich „Bara-barą”, lecz to nie była prawda. Teraz, gdy pomógł jej zanieść na górę jej zakupy i gdy dostrzegła „namiot” w jego spodniach uśmiechnęła się przyjaźnie do niego.
– Czy mi się wydaje? – zapytała.
– Nie. – odpowiedział i szczerze przyznał, że spowodowały to jej mokre spodnie.
– Naprawdę, podnieciło cię to, że się zsikałam? – pytała z niedowierzaniem.
– A ciebie to nie podnieciło? – Krzysztof poszedł na całość.
– Bardzo! – Justyna też nie ukrywała się dłużej. Po czym dodała jeszcze: – Będziesz tak stał, czy weźmiesz się w końcu do dzieła?
Krzysztof nie dał sobie tego dwa razy powtarzać…

Justyna była w raju!

————————————————————

ODCINEK 3

Po pracy.

Pewnego dnia, krótko przed godziną 16, pan Wysocki wyszedł z gabinetu i zwrócił się do swej uroczej asystentki:
– Panno Justyno, pojutrze jedziemy do Rzeszowa. Będzie bardzo ciekawa konferencja, chciałbym aby pani wzięła w niej udział.
– Tak jest, panie Prezesie – posłusznie odparła Justyna.
– A teraz koniec na dziś, panno Justyno – zakończył w nieśmiertelny sposób prezes.
Justyna, tak jak często się to zdarzało, znów nie zdążyła pójść do toalety. Nie musiała jednak korzystać z publicznego transportu, ponieważ nowoprzyjęty technolog jechał w tym samym kierunku. Młody pracownik bez specjalnych nalegań zgodził się podwieźć naszą znajomą, gdyż, jak stwierdził, i tak wozi powietrze. Justyna zatem dość szybko, jak na tę porę dnia, znalazła się pod swoim blokiem. Akurat od przystanku szła jej współlokatorka – Ewelina, która wracała z zajęć. Justynka poczekała na przyjaciółkę i na górę weszły razem.
– Pospiesz się z tym kluczem – Ewelina nerwowo podskakiwała pod drzwiami, jednocześnie bacznie obserwowała zmagania Justyny z zamkiem.
– Już, już. Coś się zacina, chyba trzeba będzie wezwać ślusarza – Justyna nerwowo manipulowała kluczem w zamku.
– Zrób coś… – głos Eweliny zabrzmiał jakoś dziwnie.
– Coś nie tak? – Justyna zaniepokoiła się.
– Siku mi się chce. Ledwo trzymałam na ostatnim wykładzie, a potem gnałam na autobus, a teraz już nie mogę…
W tym momencie Justyna równeż poczuła, że musi skorzystać z WC. Na razie było to niemożliwe – dziewczyny stały pod drzwiami swego mieszkania nie mogąc dostać się do środka. Justynie przyszedł do głowy pomysł.
– Zastanawiałaś się kiedyś, jak to jest nie wytrzymać i zsikać się w majtki? – zapytała swą współlokatorkę.
– Nie. I wcale nie jestem ciekawa! – odrzekła szorstko Ewelina, jednocześnie skuliła się i mocno ścisnęła ujście cewki moczowej.
– Daj spokój, ja już kilka razy się zsikałam. To bardzo podniecające.
– Przestań! – Ewelina wyraźnie nie chciała podtrzymywać tej rozmowy – I zrób coś z tym zamkiem, bo zaraz…
– …się zsikasz!!! – dopowiedziała roześmiana Justyna – Po co masz się męczyć, skoro i tak tylko o tym myślisz…
W tym momencie zamek wreszcie ustąpił, klucz dał się przekręcić i drzwi stanęły otworem. Ewelina wpadła do przedpokoju, w biegu zruciła z nóg buty i biegła do WC. „Biegła” – to nie najlepsze określenie, ponieważ nogi miała złączone, a dłonią nadal uciskała się od dołu. Poruszała się tak szybko, jak to było mozliwe. Justyna przyglądała się tej scenie stojąc w drzwiach kuchni. Ewelina dotarła wreszcie do drzwi prowadzących do kibelka. Teraz musiała je otworzyć, wejść do środka, zdjąć spodnie i majteczki, no i zrobić to, o czym mówiła swej przyjaciółce. Udało się wykonać tylko pierwsze dwie czynności. Gdy stanęła przy sedesie zadziałał „syndrom dziurki od klucza”, tzn. spodziewana ulga spowodowała nagły wzrost ciśnienia w jej pęcherzu, którego to wzrostu już nie była w stanie wytrzymać. Jedno, co udało się jej zrobić to usiąść na kibelku w majtkach i spodniach. Kiedy siadała, już sikała, więc nie próbowała nic więcej zrobić.
Justyna była ciekawa, czy Ewelinie udało się nie zsikać w majtki. Czekała zatem aż jej przyjaciółka wyjdzie w toalety. Czekała już dość długo. Jej samej także strasznie chciało się siku. Zapukała w drzwi WC.
– Ewelka, dobrze się czujesz? – zapytała
Odpowiedzią był jakiś nieartykułowany odgłos. Justyna powzięła nieśmiałą myśl, że Ewelina jednak nie zdążyła i zrobiła w majtki. Poczuła podniecenie, które zwielokrotniała jeszcze jej własna potrzeba. Zapytała znów:
– Ewelina, wszystko OK? Nie potrzebujesz czegoś?
Ewelina znów tylko coś odburknęła. Justyna była już pewna, że jej koleżanka zsikała się w majtki.
„Ciekawe, czy zmoczyła też spodnie” – pomyślała Justyna.
Sama już zdecydowała, że do kibelka nie pójdzie, nawet gdy okupująca go od kilkunastu minut Ewela wreszcie zeń wyjdzie. Justyna postanowiła zsikać się na oczach swej przyjaciółki. Kto wie, może dzięki temu namówi ją na panty pissing?
Ewelina wreszcie otworzyła drzwi i wyszła do przedpokoju. Była owinięta ręcznikiem, pod którym była zupełnie naga (tzn. od pasa w dół, bo na górze miała sweterek).
– Widzę, że już wiesz jak to jest… – zaczęła Justyna, lecz jej przyjaciółka zmierzyła ją lodowatym wzrokiem.
Bez słowa przeszła do swego pokoju i zamknęła za sobą drzwi, czemu towarzyszyło głośne trzaśnięcie. Justyna weszła tymczasem do łazienki. Ewelina musiała być w wyjątkowo podłym nastroju, bo jej jeansy i majteczki leżały na podłodze. Justynka podniosła do góry majtki Eweliny. Były ciężkie od moczu i jeszcze ciepłe. Mokra plama zajmowała cały tył, lekko zmoczony był także ich przód. Teraz zajęła się leżącymi obok kibelka spodniami. Na ich tyle również ciemniła się ogromna plama, która spłynęła także po udach. Justyna wciąż miała na sobie kostium, w którym była w pracy. Zsunęła więc swoje spodnie, a mokre majteczki Eweliny przytknęła do swoich, a następnie zaczęła pocierać swoją waginę. Trwało to dłuższą chwilę, aż osiągnęła szczyt. Ponownie założyła spodnie. Poczuła, że jej majteczki były wilgotne. Były to jej soki i częściowo także pomoczyły je majteczki jej koleżanki. Justyna postanowiła teraz pójść do Eweliny i przy niej zrobić siku w majtki. Jednak żal jej było ubrania, które miała na sobie. Musiałaby oddać kostium do pralni, a potrzebowała go na zapowiedziany na pojutrze wyjazd. Poszła więc do swego pokoju, aby się przebrać. Ponieważ Ewelina nadal siedziała zamknięta w swym pokoju, Justyna nie musiała zastanawiać się nad żadnymi wyjaśnieniami. W pokoju zdjęła swój biznesowy ubiór i założyła codzienne ubranie, składające się z szarych spodni dresowych, jasnych i przylegających do ciała, koszulki z krótkimi rękawami oraz ciepłych kapci – różowych, ze śmiesznymi misiami na noskach. Kapcie te były pamiątką z jakiegoś wyjazdu – Justyna nawet dobrze nie pamiętała od kiedy je miała.
Tak przygotowana zapukała do pokoju Eweliny.
– Czego chcesz? – głos z wnętrza pokoju nie nastrajał optymistycznie.
– Pogadać – odrzekła Justyna, starając się aby jej głos brzmiał możliwie najbardziej obojetnie.
– O czym? O tym, że zsikałam się w majtki w wieku 23 lat, jak mała dziewczynka?
– Ja mam tyle samo lat, a też się zsikałam. Zapomniałaś już? I to dwa razy jednego dnia.
Odpowiedzią była cisza.
– Mogę wejść? – ponowiła próbę Justyna.
– Nie.
– Proszę, chcę ci coś pokazać.
– Nie chcę cię widzieć. To przez ciebie – gdybyś szybciej otworzyła te cholerne drzwi nie doszłoby do tego! – Ewelina zmieniła ton na bardzo oskarżycielski.Justynie wydawało się przy tym, że jej koleżanka płacze.
– Tak? A kogo ja mam winić za to, że zsikałam się w łóżko? – Justyna zniecierpliwiła się. – Takie rzezy się zdarzają. Zresztą, jeśli chcesz, to ja zaraz zsikam się przed tobą. Tu i teraz. I zobaczysz, że to nic takiego.
– To może być ciekawe – Ewelina otworzyła drzwi. – Pokaż, czy jesteś taka odważna. Bo w gębie to każdy jest mocny.
Justyna nic nie robiła sobie z kpin Eweliny. Stanęła przed nią, a ponieważ jej pęcherz był przepełniony, dziewczyny nie czekały już długo na efekt. Ewelina patrzyła kpiaco na Justynę, która odwróciła sie do niej tyłem. Na szarych spodniach powiększała się mokra plama. Potoki płynęły coraz niżej, wreszcie na podłodze uformowało sie małe jeziorko. Ewelina nie widziała tego, ale w różowych kapciuszkach Justyny także były małe kałuże. Aby przekonać się czy jej koleżanka naprawdę się zsikała podeszła do niej i przejechała ręką po pośladkach Justyny, po czym przyłożyła dłoń do swego nosa. To był mocz.
– I wydaje ci się, że co przez to osiągnęłaś? – zapytała, gdy Justyna skończyła sikać.
– Udowodniłam ci,że można zrobić siku w majtki i nie czuć się winnym, ani zdołowanym, ani zawstydzonym.
– Nie przekonałaś mnie. Ale humor od razu mi się poprawił. Nie wiedziałam, że jesteś aż tak głupiutka! – Ewelina roześmiała się w głos. – Poczekaj, zrobię ci zdjęcie – dodała jeszcze złośliwie.
– Ani mi się waż! – Justyna wystraszyła się nie na żarty. – Jeśli to zrobisz…
– To co? – zapytała Ewelina
– To… Wystawię twoje zasikane majtki na aukcji internetowej!
– Nie zrobisz tego!
– Chcesz się przekonać?
– OK. Wygrałaś. Ale powiedz co teraz zamiarzasz? – Ewelina znów zmieniła ton, tym razem na bardziej pojednawczy.
– Najpierw pójdę zrobić sobie dobrze, a potem nastawię pranie. – odrzekła Justyna i odwróciwszy się plecami do swej współlokatorki poszła do swego pokoju. Myślami była już przy delegacji, podczas której wiele może się wydarzyć. Ewelina też myślami była gdzie indziej. Nie spodziewała się tego po Justynie. Kiedy usłyszała od swej współlokatorki o tym, że ta zmoczyła łóżko oraz że po drodze nie zdążyła do WC i zrobiła siusiu w majtki słuchała jednym uchem, ale raczej nie wierzyła przyjaciółce. Teraz widziała na własne oczy Justynę sikającą w spodnie.

A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że na koniec jej przyjaciółka powiedziała, że idzie się masturbować. To było zbyt szokujące dla Eweli. Chwyciła swoją piżamę, czystą bieliznę i pobiegła wziąć prysznic, nim Justa zajmie łazienkę.

——————————————————————————

ODCINEK 4

W delegacji. 

Następnego dnia praca przebiegała jak zawsze. Był to jednak dzień szczególny – poprzedzał wyjazd w delegację. O 16, gdy prezes oznajmił „pannie Justynie”, że kończą pracę, dodał jeszcze:
– Niech się pani ubierze jak najwygodniej na czas podróży. Na miejscu zjemy kolację w hotelu, na którą proszę ubrać się oficjalnie.
Justyna posłusznie przytaknęła, ale w myślach dopowiedziała: „większego cudaka jak pan to nie ma chyba w całej galaktyce!”.
-Niech pani nie przyjeżdża jutro do firmy. Odbierzemy panią spod domu. Proszę być gotową punktualnie o 6.
Justyna pożegnała się z prezesem i wyszła z biurowca. Na parkingu spotkała inżyniera Marczaka – głównego mechanika – mężczyznę lat około 45, „całkiem do rzeczy”, jak mawiały o nim kobiety pracujące w firmie. Justyna nie przepadała za nim, gdyż w początkach jej pracy, dość nachalnie ja kokietował, czym zresztą naraził się prezesowi. Od tego czasu wzajemne kontakty pomiędzy Justyną a inżynierem były ograniczone do „dzień dobry” i „do widzenia”. Tym razem jednak inżynier miał duży atut w ręku – miał samochód, a Justynie potrzebny był transport.
– Panie inżynierze, nie jedzie pan czasem w kierunku centrum?
– Owszem. Ale dlaczego to panią interesuje? Czyżbym miał u pani jakieś szanse?
„Erotoman” – pomyślała Justyna – „albo raczej – ero-tuman”
– Potrzebuję dostać się do centrum. Jeżeli pan mnie nie podwiezie, to poradzę sobie inaczej – odrzekła sucho.
Justyna chciała bowiem, zanim wróci do domu i zacznie przygotowywać się do wyjazdu, załatwić jedną pilną sprawę – zapisać się na kurs prawa jazdy. Miała serdecznie dosyć przejazdów zatłoczonymi autobusami albo liczenia na to, że ktoś życzliwy ją „podrzuci”. Inżynier Marczak „wspaniałomyślnie” zgodził się zabrać dziewczynę, a gdy zwierzyła mu się z celu tej eskapady, zawiózł ją do szkoły jazdy o bardzo dobrej renomie w mieście. Justyna załatwiła wszystkie formalności, a kiedy wyszła z budynku, ku swemu zdumieniu ujrzała inżyniera czekającego przed wejściem.
– Odwiozę panią do domu. – Zaproponował
– Czemu zawdzięczam? – Justyna jakoś nie ufała Marczakowi.
– Po prostu głupio mi, że tak się zachowywałem w stosunku do pani, chcę to jakoś naprawić – wyjaśnił. Ale słowa inżyniera wywarły zupełnie odwrotny skutek, bo Justyna odburknęła:
– Dziękuję, zbytek łaski. Jak będę szukała kogoś do towarzystwa, to sama sobie wybiorę. Do widzenia, inżynierze – i pomaszerowała na autobus.
Justyna nie mówiła całej prawdy. Wcale też tak nie myślała o Marczaku. Owszem – nie lubiła go, ale skorzystałaby z podwózki, gdyby nie pewien fakt. Otóż wychodząc ze szkoły jazdy poczuła, że musi zrobić siku. Jako że poznała już, czym jest panty pissing i jaką sprawia jej przyjemność, nie szukała żadnej toalety, tylko po prostu popuściła w majtki. Akurat tego dnia była w spódnicy, pod którą miała rajstopy i różowe figi. Justyna miała ochotę popuszczać po trochu przez całą drogę do domu, a to byłoby wykluczone, gdyby zabrała się z Marczakiem. Dlatego tak go zbyła. Postanowiła, że po powrocie z delegacji przeprosi inżyniera, kto wie, może nawet da mu się zaprosić na kawę, gdyby chciał. Tymczasem jednak szła, popuszczając co chwila w swe różowe majteczki. Czuła już, że są całe mokre, wreszcie potoki zaczęły spływać po nogach, mocząc rajstopy. Nie widziała tego, ale na chodniku pozostawiała za sobą mokre smugi. Zauważyło to wiele osób, ale nikt spośród nich nie znał naszej bohaterki, więc nikt jej też nie zaczepił jakimś komentarzem.
Tak dotarła do domu. Gdy wysiadła z autobusu na swym przystanku opróżniła swój pęcherz do końca. W mokrych majtkach i rajstopach, które oblepiały jej nogi szła w kierunku domu. Gdy doszła do bloku, w którym znajdowało się mieszkanie, które wynajmowała, ujrzała, że w kuchni świeci się światło. Ewelina, jej współlokatorka, lubiła bowiem uczyć się w kuchni. Od wczoraj stosunki pomiędzy dziewczynami były bardzo złe. Ewelina nie zamieniła z Justyną ani słowa od poprzedniego późnego popołudnia. Powodem tego było oczywiście zsikanie się w majtki Eweliny, o które obwiniała Justynę. Ponadto Justyna, aby zrobić Ewelinie przyjemność, sama zsikała się również i jeszcze starała się uzmysłowić swej przyjaciółce, jaka to przyjemność. Skończyło się na tym, że dziewczyny pokłóciły się, zwymyślały i przestały ze sobą rozmawiać. Justyna była jednak zbyt towarzyska, aby chować tak długo urazy. Chciała pogodzić się z Eweliną. No tak, ale jak to zrobić w sytuacji, gdy znów wraca do domu w zasikanych ciuchach, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tego nie widać…
„Będę się martwić na górze” – pomyślała i szybko weszła do klatki schodowej, bo zrobiło się jej zimno. Tym razem dość łatwo uporała się ze złośliwym zamkiem, przez który wczoraj było tyle problemów, i weszła do mieszkania. Ewelina usłyszawszy wchodzącą koleżankę wyszła z kuchni.
– Cześć – rzuciła od niechcenia Justyna, uśmiechając się przyjaźnie do Eweliny.
Ta jednak nie odpowiedziała na powitanie, tylko podeszła do Justyny i, jakby robiła coś najzupełniej normalnego, z kamienną twarzą… wsunęła jej rękę pod spódnicę. Namacała krocze przyjaciółki, położyła dłoń, po czym szybko wyrwała ją z powrotem.
– Zsikałaś się! Znów się zsikałaś!!! Więc ty naprawdę robisz to dla zabawy?!
Justyna stanęła w rozkroku, włożyła rękę tam, skąd Ewelina tak szybko wyrwała swoją i zaczęła sobie dogadzać. Na oczach Eweliny. I robiła to specjalnie głośno, aż wreszcie osiągnęła orgazm, który obwieściła szczególnie długim i głośnym westchnieniem.
– Jesteś zboczona! – Ewelina poszła do kuchni, po chwili wyszła trzymając w ręku skrypt, z którego się uczyła – Nie wiem, czy chcę z tobą dalej mieszkać – dodała jeszcze wchodząc do swego pokoju.
Justynie zrobiło się wstyd, ale nie miała czasu teraz tego roztrząsać. Trzeba było bowiem przygotować się na jutro.

Nadszedł dzień, w którym Justyna wraz ze swoim szefem wyjechali w delegację do Rzeszowa. Konferencja, na którą jechali, była jednodniowa, ale z uwagi na odległość, delegacja była na 3 dni. Wyjechali rano, samochodem służbowym z kierowcą, który miał zostawić prezesa z asystentką w Rzeszowie i wracać do siedziby firmy. Powrót miał zorganizować sam pan Cezary.
Justyna wyszła przed dom. Miała jeszcze prawie 10 minut czasu, ale nie chciała się spóźnić, bo przecież pan Cezary był pedantyczny, jeśli chodzi o umawiane godziny. Rzeczywiście. Zegar na jakiejś wieży zaczynał wybijać szóstą, gdy pod blok zajechał opel, w którym siedział pan Wysocki. Justyna chciała siąść z przodu, lecz prezes nakazał jej przesiąść się do niego, chciał bowiem omówić podczas drogi kilka spraw. Podróż miała trwać około 6 godzin, jednak prezes zdecydował się wyjechać wcześniej biorąc poprawkę na możliwe korki tam i ówdzie. Justyna przed wyjściem zdążyła zjeść śniadanie, wypić kawę i nawet skorzystać z WC. Jednak poranna kawa dość szybko dała o sobie znać. Dziewczyna nie śmiała jednak prosić o postój ani w pierwszej, ani w drugiej godzinie podróży. Po 3 godzinach zapytała jednak kierowcę:
– Będziemy zatrzymywali się na tankowanie?
– Proszę się nie obawiać, panno Justyno – odpowiedział zamiast kierowcy pan Cezary – zatankowaliśmy do pełna jeszcze wczoraj. Starczy do samego Rzeszowa.
Justyna przełknęła ślinę.
– Jest pani głodna? – zapytał szef – Jeśli tak, to zatrzymamy się na „małe co nieco”. Za 50 km stąd jest fajna knajpka, w której można dobrze zjeść.
Justyna, choć głodna nie była, skwapliwie przytaknęła i ścisnąwszy uda odliczała w myślach biegnące kilometry. Wreszcie dotarli do niewielkiego zajazdu. Kierowca został w aucie, a prezes i jego asystentka weszli do lokalu. Prezes zaproponował zajęcie jednego ze stolików przy oknie, Justyna zaś rozejrzała się w poszukiwaniu toalety. Znalazła ją po dłuższej chwili, po czym odezwała się do prezesa:
– Pójdę poprawić makijaż, bo trochę się rozmazałam. Chyba klimatyzacja w aucie nie działa. – Justyna zapomniała, że jest jesień i raczej nie ma potrzeby włączania klimy. Wszelako, w samochodzie istotnie było za gorąco i uroda naszej znajomej istotnie wymagała lekkiej korekty.
– Co zamówić dla pani? – zapytał jeszcze pan Wysocki.
– Tosta z szynką i serem i szklankę herbaty z cytryną – odpowiedziała Justyna i szybko udała się do WC, bo czuła już, że leci jej po nogach. Ubrana była na szczęście w ciemne jeansy, w dodatku luźne, więc nic na nich nie było widać. Zresztą wcale się nie posikała, tylko miała takie dziwne uczucie. Kiedy weszła do kabiny i zsunęła spodnie stwierdziła ze zdziwieniem, że majteczki są suche.
Gdy wróciła do stołu, czekał już na nią smakowity tost i szklanka „liptona” z cytryną. Prezes natomiast „walczył” z pokaźną michą jajecznicy na szynce. Zjedli, prezes uregulował należność, a Justyna postanowiła kupić na drogę jeszcze dużą colę.
– Po co to pani? – prezes nie był entuzjastą tego napoju – od tego zajzajera psują się zęby.
Justyna nic nie odrzekła. Ruszyli w dalszą podróż. Dziewczyna często popijała colę. Z restauracji „zorganizowała” plastikowy kubek, którego teraz używała, znając powiem dziwactwa swego szefa bała się, że będzie miał jakieś „ale” gdyby piła prosto z butelki.
Do celu podróży mieli jeszcze ponad 200 km, gdy nagle kierowca gwałtownie zahamował, poczym wszyscy usłyszeli grzmot, jakby wystrzału i samochód zjechał na pobocze.
– Niech to szlag! – zaklął kierowca, wyszedłszy na zewnątrz pojazdu – Panie prezesie, dwie kichy!
– Wezwij pomoc drogową – nakazał prezes – a my z panną Justyną spróbujemy dostać się do najbliższej miejscowości.
Justyna wyszła na drogę i zaczęła machać ręką, aby zatrzymać jakąś „życzliwą duszyczkę”. Trwało to jakiś czas, wreszcie zatrzymał się „tir”. Wysiadł z niego potężnie zbudowany facet i zwrócił się do pechowej trójki:
– Guma?
– Dwie. – odpowiedział kierowca prezesa.
– Nie podwiózłby nas pan do najbliższego miasteczka? – zapytała Justyna.
– Wszystkich nie, ale panią to na pewno. – rzekł dwuznacznie „tirowiec”, ale zaraz dodał – i jednego z panów.
Pan Cezary i Justyna zajęli miejsca w szoferce. Do miasteczka nie było daleko – 15 km – więc szybko sie tam znaleźli. Uczynny kierowca pokazał im, gdzie mogą bezpiecznie czekać. Prezes zatelefonował do swego kierowcy.
– Jak tam, Artur, dzwoniłeś po holownik?
– Tak, panie prezesie, ale będzie najszybciej za godzinę. Dobra wiadomość jest taka, że w miasteczku, w którym jesteście jest spory zakład wulkanizacyjny. Myślę, że jak wszystko pójdzie dobrze, to za 2 – 2,5 godziny ruszymy dalej.
– Dobra. My czekamy w zajeździe… – prezes podał nazwę zajazdu i ulicy, przy której się znajdował.
Justyna mężnie znosiła czekanie. Nie wiedząc dokładnie jak długo to potrwa, kiedy tylko znaleźli się pod dachem, zaraz poszła do toalety. Gdy wróciła, pan Cezary zaczął poruszać nosem, jakby węszył. Justyna wiedziała, o co chodzi.
– Panie prezesie, ja naprawdę nie palę. – rzekła.
– Ależ ja pani o to nie posądzałem, panno Justyno – tłumaczył się mętnie pan Wysocki, czerwieniąc się jak uczniak.
Wszystko na świecie ma swój koniec, czasami niestety, czasami – jak tym razem – na szczęście. Nie minęły jeszcze 2 godziny, gdy do sali zajrzała brodata twarz Artura – ich kierowcy.
– Panie prezesie, jestem – powiedział, a pan Cezary i Justyna szybko wyszli z lokalu i podążyli do samochodu.
Wreszcie, kiedy już szarzało na dworze, dotarli do hotelu w Rzeszowie, w którym mieli nocować. Otrzymali pokoje dość odległe od siebie, w dodatku na różnych piętrach: prezes na 5, a Justyna na 4. Justyna z trudem ukrywała, jak bardzo się z takiej sytuacji cieszy. Formalności nie trwały długo i w końcu oboje znaleźli się w windzie.
– O 18.30 spotkajmy się na kolacji. Proszę przyjść ubrana tak, jak pani wczoraj mówiłem.
Justyna tylko skinęła głową, bo myśli zaprzątało jej co innego. Tym razem to nie było złudzenie. Chyba trudy podróży i wypite napoje, szczególnie ta duża cola, sprawiły, że potrzeba opróżnienia pęcherza odezwała się u niej natychmiastowo i bardzo gwałtownie, tak że nie była w stanie w pierwszym momencie nad nią zapanować. Czuła, że majteczki robią się mokre. Coraz bardziej mokre. Jeszcze bardziej mokre. Uff. Udało się zatrzymać.
– Bing! – rozległ się dzwonek i drzwi rozsunęły się. Byli na 4. piętrze.
– O 18.30? – zapytała jeszcze raz Justyna
– O 18.30 – odpowiedział jak echo pan Wysocki i drzwi windy zasunęły się z szelestem.
Justyna szybkim krokiem zmierzała do swego pokoju – 432. Musiała przejść długim korytarzem, skręcić na końcu w lewo i znów przejść spory kawałek. Ponieważ prezesa z nią nie było, nie walczyła już z naglącą potrzebą. Pierwsze krople właśnie dosięgały jej spodni. Czuła też, że mokre majteczki pieszczą bardzo rozkosznie jej „dolne partie”. Otworzyła drzwi do swego pokoju, weszła i dała sobie całkowitą folgę…
Po chwili spojrzała na siebie. Na ciemnych jeansach nic rzeczywiście nie było widać, ale czuła, że jest mokra od pasa do kostek. Rozpięła rozporek, lekko zsunęła spodnie i rozpoczęła masaż. Wtem zadzwonił telefon na szafce przy łóżku.
– Halo. – odezwała się nie przestając się masować.
– Mówi Wysocki. Nie wiem jak pani, ale ja jestem głodny, więc już zejdę do restauracji i tam na panią poczekam.
– Tak, tak – jęczała Justyna, która tymczasem podnieciła się do niewyobrażalnego poziomu – ja zaraz dojdę – zakończyła rozmowę, po czym jęknęła głośno i opadła na łóżko. Na szczęście w porę odłożyła słuchawkę…

Kiedy doszła do siebie szybko rozebrała się z mokrych rzeczy, wykąpała się, ubrała tak jak sobie życzył prezes i zeszła na kolację.

——————————————————————-

ODCINEK 5

Konferencja 

- Mam dla pani dwie wiadomości, panno Justyno – zagadnął Justynę pan Cezary podczas śniadania.
– Proszę zacząć od tej złej – uśmiechnęła się asystentka.
– Niestety nie będę mógł towarzyszyć pani podczas konferencji. Dostałem wiadomość, że muszę natychmiast lecieć do Rygi. Mój samolot odlatuje z Okęcia o 13, więc zaraz po śniadaniu wyjeżdżam.
– A druga wiadomość? – Justyna z trudem ukryła radość z powodu wyjazdu szefa.
– Druga wiadomość jest taka, że chociaż będzie pani musiała na własną rękę wracać do domu, to proszę nie liczyć się z kosztami. Firma za wszystko zapłaci. O jedno tylko panią poproszę – miałem podczas tej konferencji wygłosić referat, pani to za mnie zrobi.
– A poradzę sobie?
– Na pewno pani sobie świetnie da radę, panno Justyno.
Rzeczywiście – Justyna znała treść referatu, bo przepisywała ją dla szefa, poza tym dane również nie były jej obce. Jednakże dziewczyna nie występowała publicznie, szczególnie przed takim audytorium. Poczuła lekkie zdenerwowanie, które szybko objawiło się w postaci silnej potrzeby skorzystania z WC. Justyna postanowiła jeszcze pójść do toalety nim przejdzie na salę konferencyjną, jednak pan Wysocki powiedział:
– Panno Justyno, niech pani wejdzie do mnie, dam pani materiały.
Justyna posłusznie udała się z szefem do jego pokoju. Wszystkie te czynności zabrały zbyt wiele czasu i dziewczyna nie zdążyła pójść „na stronę” przed rozpoczęciem obrad. Na szczęście jej referat był jednym z ostatnich, zatem Justyna miała możliwość zrobić siku podczas jednej z przerw. Obrady były bardzo interesujące, dziewczyna zauważyła jednak, że po każdym referacie odbywa się dyskusja. Tego bała się najbardziej. Sama nie zadawała nikomu żadnych pytań i miała nadzieję, że pozostali uczestnicy zrewanżują się jej tym samym.

Nadeszła wreszcie godzina, kiedy do zaprezentowania firmy została poproszona nasza bohaterka. Prezentacja Justyny nie była długa. Tematyką jej był sukces, jaki odniósł pan Cezary tworząc z niczego świetnie obecnie prosperującą firmę handlowo – usługową.
– Działamy w wielu branżach – tłumaczyła Justyna – zajmujemy się handlem, pośrednictwem, szeroko rozumianymi usługami… (bla bla bla)….
Z biegiem czasu Justyna czuła coraz większe parcie na pęcherz. Mimo, że była przygotowana dość dobrze, bo przez cały dzień każdą wolną chwilę poświęcała tej prezentacji, to w miarę zbliżania się do końca jej zdenerwowanie rosło. Nieuchronnie zbliżała się bowiem część dyskusyjna. Justyna zaciskała uda i wydawało się jej, że robi to zbyt często i zbyt jawnie. Ubrana była w białą bluzkę, na nią wdziała granatową marynarkę. Dół stroju stanowiła spódnica o długości takiej, jaka jest wymagana dla stroju businesswoman, w kolorze takim jak marynarka. Miała też rajstopy w kolorze „cielistym” dopasowanym doskonale do jej karnacji. Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że Justyna ma gołe nogi. Aby mniej się denerwować, pomyślała o swoim stroju. Przypomniało się jej, że ma na sobie ciemne majteczki, te same, które miała na sobie gdy…
„O Boże, w tych majtkach zsikałam się w łóżko” – pomyślała i natychmiast przestała zaprzątać sobie głowę strojem. Jej prezentacja zbliżała się do końca. Zostało do omówienia kilka tabelek, gdy dziewczyna poczuła, że zaschło jej w gardle. Sięgnęła po kubek z wodą, którą organizatorzy przygotowywali dla każdego prelegenta. Upiła spory łyk i sięgnęła po „ściągawki”, na których miała zapisane omówienia poszczególnych tabel. Niestety, czy to pan Cezary źle poskładał kartki, czy też na skutek intensywnej nauki Justyna sama to zrobiła, w każdym razie zaczęła omawiać zupełnie inne dane, niż wyświetliła. Przytłumiony śmiech dobiegł ją z pierwszych rzędów słuchaczy. Justyna zaczerwieniła się, gorączkowo zaczęła szukać właściwej kartki. Z nerwów zapomniała o swoim pęcherzu, który odezwał się nagle i niespodziewanie. Justyna poczuła od razu, że ma mokre majtki. Zdołała jednak opanować swoje zdenerwowanie. Stosunkowo szybko odzyskała kontrolę i nad prezentacją, i nad pęcherzem moczowym. Ukradkiem spojrzała na dół, aby przekonać się, czy nie pociekło na podłogę. Miała szczęście. Nic też nie popłynęło po nogach, a właściwie to nie przelało sie poniżej spódnicy, bo czuła wilgoć na udach. Dziewczyna wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i zakończyła prezentację:
– Jeszcze raz przepraszam Państwa za drobne uchybienia z mojej strony – to trema debiutantki. Przepraszam również w imieniu pana prezesa Cezarego Wysockiego, że nie mógł osobiście uczestniczyć w tym spotkaniu. Dziękuję Państwu za uwagę. – rzekła na zakończenie i zbierała się do zejścia z mównicy, ale powstrzymało ją pierwsze pytanie:
– Czy mogłaby pani jeszcze raz zaprezentować tabelę z usługami. To niezmiernie interesujące – odezwała się jakaś kobieta z trzeciego rzędu.
Justyna wyświetliła tabelkę. Kobieta, jak się okazało kierowniczka działu usług w bardzo podobnej firmie, gdzieś ze Śląska, zadawała masę pytań. Justynie coraz trudniej było panować nad zdenerwowaniem i czuła, że jej majteczki robią się coraz bardziej mokre. Na swoje nieszczęście zauważyła też, że pod nią zrobiła się niewielka kałuża. Postanowiła robić dobrą minę do złej gry. Ponieważ już się zsikała prawie do końca, nic sobie już z tego nie robiła. Rozluźniła się całkowicie. Na pytania odpowiadała z coraz większą łatwością. Wreszcie prowadzący obrady stwierdził, że należy oddać głos kolejnemu prelegentowi. Justyna w tym momencie niby niechcący potrąciła kubek z wodą, która rozlała się na podłodze. Dzięki temu zamaskowała „swoją” kałużę.
– Oj przepraszam – powiedziała
– Nic nie szkodzi – odezwał się prowadzący. Zaraz tu poprosimy osobę sprzątającą.
Dzięki temu manewrowi Justynie udało się uniknąć kompromitacji. Postanowiła odpuścić sobie resztę obrad. Wyszła z sali i udała się niby to do toalety, a w rzeczywistości do windy. Wjechała na czwarte piętro i szybko pobiegła do swego pokoju. Tam szybko zdjęła z siebie spódnicę, padła na łóżko i…
Po wszystkim wzięła długi prysznic i położyła się spać, choć nie było jeszcze późno.

Następnego dnia miała wracać do swego miasta. Sprawdziła w Internecie połączenia. Wyszło na to, ze najdogodniej będzie jechać z przesiadką w Warszawie. Do stolicy miała dojechać ekspresem, potem pociągiem pospiesznym. Zdecydowała sie kupić bilet 1. klasy na ten drugi pociąg. Justyna zaczęła przeglądać swoją odzież. Nie mogła jechać w jeansach, w których przyjechała do Rzeszowa, bo przecież się w nie zsikała. W spódnicy też nie chciała jechać, bo było niewygodnie, a poza tym szkoda. Na szczęście miała jeszcze spodnie z materiału, które nie pasowały do oficjalnego stroju, ale mogła w nich wybrać się w podróż. Kiedy wreszcie zdecydowała się na ubiór, wzięła prysznic, ubrała się i zeszła do restauracji na śniadanie. Miała pecha – do jej stolika dosiadła się ciekawska kobieta, która tak ją wczoraj wymęczyła. Próbowała wciągnąć Justynę w rozmowę, ale ta broniła się jak umiała. Aby przerwać potok słów swej rozmówczyni, zaproponowała jej kawę. Wypiły. Potem kobieta zaprosiła Justynę na pożegnalnego drinka – ta nie odmówiła. Będąc już w swoim pokoju Justyna wypiła jeszcze butelkę wody mineralnej, która znajdowała się w minibarku. Sprawdziła jeszcze, czy nic z jej rzeczy nie zostało w pokoju, wreszcie wymeldowała się i poprosiła recepcjonistkę o zamówienie taksówki na dworzec.

Droga do Warszawy minęła spokojnie. Niestety Justyna miała jedną nieprzezwyciężoną słabość – uwielbiała kawę. Gdy jechała ekspresem wypiła trzy. Nic dziwnego, że gdy pociąg wjechał na dworzec Warszawa Centralna, Justyna znów miała pełny pęcherz, który zresztą już dawał o sobie bardzo znać. Justynie jednak niezbyt poręcznie było iść z walizką do dworcowego WC. Sprawdziła ile czasu ma do odjazdu swego pociągu – pozostawało pół godziny. Poszła więc do McDonalda znajdującego się w podziemiach dworca. Wiadomo, że kibelki w „maku” są tylko dla klientów. Justyna nie przepadała za żarciem z tej „restauracji”, zamówiła więc lody i kolejną kawę. Powoli spożywała zamówione produkty, gdy wtem spojrzała na zegar – za 5 minut odjeżdża jej pociąg. Popędziła więc na peron, oczywiście o tym by skorzystać z toalety nie było już mowy.

Podróż z Warszawy trwała 4 godziny. Toalety w wagonie 1. klasy były rajem w porównaniu z tymi w 2. klasie, ale jednocześnie piekłem w porównaniu do najpodlejszego toy-toya. Justyna stwierdziła jednak, że „na bezrybiu i rak ryba” i postanowiła skorzystać chociaż raz, aby ulżyć sobie, bo potrzeba zwielokrotniona przez wypite kawy była coraz trudniejsza do zniesienia. Na szczęście w przedziale oprócz niej znajdowała się może 35-letnia kobieta z nastolatką, pewnie córką.
– Czy mogłaby pani zerknąć na mój bagaż? -zapytała – pójdę do toalety, potem ja zajmę sie pani bagażem, gdy będzie taka potrzeba.
– Tak, oczywiście – odpowiedziała współpasażerka.
Justyna poszła do WC. Wróciła po mniej więcej 10 minutach i zajęła miejsce przy oknie.
Pociąg jechał na północ. Na jednej ze stacji do wagonów wsiadła cała masa ludzi. Wszyscy byli młodzi, hałaśliwi i, co tu dużo kryć – porządnie pijani. Nikt z nich nie próbował dostać się do przedziałów w „jedynce”, ale wystarczyło, że zajęli korytarze i nic juz nie było takie, jak w chwili wyjazdu z Warszawy. Młodzi ludzie zapewne jechali na jakiś koncert, bo zewsząd słychać było jakąś głośną muzykę, czy raczej wycia.
– Mamo, siku mi się chce – odezwała się nagle nastolatka.
– Za godzinę będziemy na miejscu, wytrzymaj. Zobacz co się dzieje. – matka usiłowała wyperswadować córce wędrówkę do kibelka, która wiązała się z przeciskaniem miedzy „melomanami”.
Justyna usłyszawszy o sikaniu ciekawie spojrzała na dziewczynę siedzącą obok swojej mamy. Jej samej też zachciało sie znów do kibelka, jednak z tych samych powodów, co nastolatka, zrezygnowała z wyjścia. Teraz zaczęła obserwować dziewczynę, jednocześnie udając, że czyta specjalnie wyjętą książkę.
Minęło 10 minut. Nastolatka zaczęła kręcić się w fotelu. Justyna widząc to sama zacisnęła uda i splotła nogi.
– Mamo, siku! – dziewczyna znów odezwała się do swej matki.
– Wytrzymasz, już niedaleko – mama jakby nie słyszała co do niej mówią.
Znów minęło 10 minut.
– Mamo!
– Teraz nie możesz iść siku, bo zaraz stajemy na stacji – odrzekła matka – poza tym zobacz co dzieje sie na korytarzu. Nie przejdziesz.
Po kilku minutach pociąg rzeczywiście zatrzymał sie na stacji. O dziwo, większość ludzi na tej właśnie stacji wysiadła, w tym hałaśliwa młodzież z korytarzy. Pociąg ruszył.
– Mogę teraz iść? – zapytała nastolatka
– Tak – odrzekła jej mama.
Dziewczynka wyszła z przedziału. Nie było jej dłuższą chwilę, a gdy wróciła, okazało się, że ma mokrą plamę na spodniach od góry aż do kostek.
Matka załamała ręce.
– Coś ty zrobiła? Zsikałaś się w majtki?! Jak ty wyglądasz, jak my wysiądziemy z pociągu?!
– Sama idź się wysikaj do takiego kibla! – odrzekła małolata dość niegrzeczne.
Justyna była na tyle ciekawska, że sama wyszła zobaczyć. Gdy otworzyła drzwi do WC zamarła… Widoku, jaki zobaczyła nie da się opisać, był tak odrażający, że sama omal nie popuściła w majtki.
– Z tego WC nie da się korzystać – poinformowała Justyna współpasażerkę. Niech pani nie krzyczy na swoją córkę. Sama omal nie zwymiotowałam.
Dziewczyna z wdzięcznością spojrzała na Justynę.

Pociąg tymczasem dojeżdżał do stacji docelowej. Justyna oraz obie jej towarzyszki szykowały sie do wysiadania. Matka cały czas użalała się cicho nad swoją córką, która będzie musiała iść przez miasto w mokrych spodniach. Justyna miała już dość tych utyskiwań, bo choć kobieta starała się mówić jak najciszej, wszystko było słychać. Justyna sama chętnie zsikałaby się w majtki, aby zrobić nastolatce przyjemność, ale przecież jej nie znała. W dodatku w domu czekała Ewelina, której reakcja na widok zasikanej Justyny była trudna do przewidzenia. Patrzyła więc z niekłamanym współczuciem na młodą dziewczynę, którą spotkał taki przykry wypadek. Wreszcie dojechali do celu. Justyna pożegnała się ze współtowarzyszkami podróży i wyszła na peron.

Przez całą drogę do domu żałowała, że nie mogła pomóc dziewczynie. Tak rozmyślając dotarła do drzwi swojego mieszkania.

————————————————————————

ODCINEK 6

Ewelina sie wyprowadza.
Gdy Justyna po powrocie z delegacji znalazła się pod swoim blokiem, stwierdziła, że Eweliny najprawdopodobniej nie ma w mieszkaniu, gdyż nie świeciło się żadne światło. W pierwszej chwili chciała nawet natychmiast ulżyć swemu wymęczonemu pęcherzowi moczowemu i zrobić siku w majtki. Tu i teraz. Powstrzymała się jednak. A nuż Ewela jest w domu, tylko np. śpi, a może nie jest sama i używa łóżka w innym celu… Tak czy inaczej, Justynka nie chciała ryzykować. Zależało jej bardzo na tym, by Ewelina nadal współwynajmowała z nią to mieszkanie, bo jej samej ciężko byłoby sprostać wszystkim kosztom utrzymania. W końcu kokosów w swej firmie nie zarabia, a musi jeszcze opłacać studia. Natomiast gdyby zsikała się teraz i została przyłapana przez Ewelinę, to ta najprawdopodobniej spełni swoją groźbę, wypowiedzianą przed wyjazdem Justyny i wyprowadzi się. Tak namyślając się, dziewczyna wolnym krokiem szła w kierunku wejścia do klatki schodowej. Poczuła, że od chwili opuszczenia pociągu jej potrzeba drastycznie się zwiększyła. Przejazd autobusem miejskim z dworca PKP na osiedle, który zazwyczaj zajmował około 20 minut, a tego dnia był nawet nieco krótszy, przyczynił się także do zwiększonego parcia na pęcherz. W tej chwili Justynie chciało się siusiu po prostu „masakrycznie”, jak sama w myślach to określiła. Doszła do swojej klatki. Otworzyła drzwi wejściowe. Powoli zaczęła wchodzić po schodach na swoje piętro. Powoli – bo każdy krok sprawiał, że Justyna musiała przystawać i zaciskać uda. Na pierwszym piętrze spotkała sąsiada – miłego emeryta, który akurat wychodził na spacer ze swoim psem. O ile owego „dziadka” Justyna tolerowała, to jego kundel zawsze przyprawiał ją o palpitację serca. Ta było i tym razem: gdy tylko pies wyczuł Justynę, natychmiast zaczął ujadać. „Czemu ten głupi kundel tak drze mordę” – myślała Justyna. Na szczęście to ona pierwsza zauważyła zwierzę, bo gdyby wyskoczyło na nią znienacka, jak nic posikałaby się z zaskoczenia. W każdym razie pozdrowiła sąsiada i, nie chcąc pokazać starszemu panu jak bardzo musi skorzystać z toalety, najspokojniej jak mogła i najszybciej jak mogła ruszyła dalej. Dziewczyny mieszkały na III piętrze. Na drugim jak na złość wysiadło światło. Justyna szła więc w egipskich ciemnościach, po omacku i ostrożnie aby nie spaść ze schodów. Nie mogła przez to używać rąk do innych celów, jak np. do uciskania się od dołu tj. najpopularniejszego sposobu przeciwdziałania zsikaniu się w majtki (pamiętajmy, że w jednym ręku trzymała walizkę). Nareszcie trzecie piętro. Justyna ostatnim wysiłkiem woli zacisnęła nogi oraz te mięśnie, które zapobiegają „wyciekom”. Stanęła przed swoimi drzwiami, sięgnęła po torebkę i zaczęła przewracać jej zawartość w poszukiwaniu kluczy. Jednocześnie podskakiwała, przestępowała z nogi na nogę, krzyżowała nogi. Robiła wszystko co mogła, byle się nie zsikać. „Gdzie te klucze” – myślała gorączkowo. – „Zaraz, przecież mogę zadzwonić, może Ewelina jest w domu”. Justyna nacisnęła dzwonek. Raz, drugi, trzeci. Nie było żadnej odpowiedzi. Natomiast odpowiedział jej pęcherz. Poczuła, że nie ma czasu do stracenia. Jeżeli zaraz nie skorzysta z ubikacji, to już nie będzie musiała… Czuła coraz silniejsze skurcze w dole brzucha, miała wrażenie, że wyciska się z niej płyn jak z gąbki. Sięgnęła ręką w dół – sucho. Ale nadal nie znalazła kluczy. I ciągle stoi w korytarzu. Na klatce zgasło światło. Justyna zaczęła macać dłonią ścianę, chcąc trafić na włącznik. Nie trafiła, ale nagle znów zrobiło się jasno. Ktoś zaświecił na parterze. „Dziadek wraca ze spaceru” – myślała Justynka, ale myliła się. Przekonała się już za chwilę, że nie był to miłośnik psów z I piętra. Juz sam fakt, że nie słyszała szczekania tego kundla był tego dowodem, ale za chwilę dostała i drugi: usłyszała kroki na II piętrze. Poznała osobę, która je stawiała. Była to… jej współlokatorka – Ewelina. Justynie zrobiło się gorąco, aż oblał ją pot. Jeszcze bardziej gorączkowo zaczęła grzebać w swej torebce. W końcu znalazła klucze. Ewelina już była na półpiętrze łączącym piętra II i III. Za chwilę zobaczy Justynę. Naszej bohaterce udało się wreszcie wsunąć klucz do zamka. Niestety… Prawo Murphy’ego mówi, że gdy coś się może zepsuć, to na pewno się zepsuje wówczas, gdy najbardziej tego potrzebujemy. Zamek w drzwiach często się zacinał. Tym razem też… Już raz zacinający się zamek spowodował kłopoty – Ewelina zsikała się w majtki i to stało się przyczyną okropnej kłótni miedzy zgodnie dotąd żyjącymi przyjaciółkami. Później Justyna sama przyczyniła się do pogłębienia tego konfliktu, ale początek wziął się właśnie z zepsutego zamka. Justynie nie było do śmiechu. Ewelina zaraz będzie pod drzwiami, podejdzie, a tu Justynka mocuje się z zamkiem i swoim pęcherzem… Kroki Eweliny rozległy się już na ich piętrze. Justyna podjęła desperacką próbę otwarcia drzwi. Zamek puścił, ale Justyna też puściła. Na ten moment nadeszła jej przyjaciółka. Ponieważ Justynę oświetlało światło z korytarza i z przedpokoju, do którego zdążyła wejść, Ewelina bez trudu dostrzegła, że jej współlokatorka sika w spodnie. Justyna zrobiła się cała czerwona i jedno co mogła jeszcze zrobić, to rozpłakać się. – Ewelina, cześć, chlip…, wiem że myślisz sobie co innego, chlip chlip, ale… chlip… – I więcej nie mogła z siebie wydusić. A za to Ewelina zacisnęła usta w cienką linijkę, przymrużyła oczy i nie odezwała się słowem. Postała tak chwilę, aż spomiędzy nóg Justynki przestały lecieć strumyki. Rzuciła jedno spojrzenie, ale jakie! Takiej pogardy w oczach swej ex-przyjaciółki Justyna nigdy nie widziała. To był definitywny koniec ich przyjaźni. Tak w każdym razie mówił wyraz twarzy Eweliny. – Idź się umyj! – rzuciła zimno Ewelina – A jak już się przebierzesz w suche ciuchy, to wejdź do mnie. Justyna ryczała już pełnym głosem, jak dziecko, któremu rodzic nie chce kupić wymarzonej zabawki. Ale wiedziała, że nic nie może zrobić. Ewelina na pewno myślała, że Justa zsikała się jak zwykle – celowo i dla przyjemności. To jej spojrzenie mówiło: „i co, teraz zaczniesz się pieścić?”… Głośno płacząc Justyna poszła do łazienki, zostawiając walizkę i wierzchnią odzież tam, gdzie stała. Oczywiście będąc już w łazience, Justynka skorzystała z mokrych majteczek. Musiała mieć chociaż chwilę przyjemności. Potem wykąpała się, przebrała i wrzuciła zasikane ubrania do pralki. Justyna wyszła z łazienki i zauważyła, że Ewelina, jak to miała w zwyczaju, siedziała w kuchni. Justyna również tam poszła. Jej współlokatorka nadal patrzyła na nią z pogardą w oczach. Wreszcie odezwała się: – Nie będę z tobą mieszkać. Nie chcę być pod jednym dachem z dziewczyną, która sika w majtki w wieku 23 lat i jeszcze się z tego cieszy. – Ewelka, ja naprawdę zsikałam się przez przypadek. Całą podróż trzymałam, bo kibel w pociągu był okropny. Nie zdążyłam w domu bo klucz się zaciął… – Nie chcę słuchać twoich skomleń. Mieszkam z tobą tylko do końca miesiąca. – Ewelina wstała i wyszła, co prawdopodobnie oznaczało koniec rozmowy.
Następnego dnia Ewelina wstała wcześnie, ponieważ miała zdawać egzamin. Dziewczynie wydawało się dziwne, że zdawała go w październiku. Przecież zajęcia dopiero się zaczęły. Ewelina przygotowała sobie mocną kawę, aby „poprawić funkcjonowanie umysłu”, zjadła śniadanie i wyszła. Szybko dostała się na uczelnię. Weszła do auli, gdzie miał odbywać się egzamin. Wszyscy juz siedzieli na swych miejscach, brakowało tylko Eweliny i profesora. Egzamin pisemny miał trwać półtorej godziny. Profesor spóźnił się kilka minut. Podyktował pytania. Ewelina miała wrażenie, że zdaje nie ten egzamin, co powinna. Zaczęła się denerwować. – Proszę zaczynać – rzekł profesor i dodał – nie wyjdziecie państwo z auli przed godziną 10, chyba że ktoś skończy wcześniej. Ewelina zaczęła pisać odpowiedzi na pytania. Cały czas coś jej nie pasowało. Z tych nerwów poczuła, że musi siku. Wiedziała, że prosić profesora o wyjście do ubikacji nie ma sensu. Zignorowała więc narastającą potrzebę. Egzamin trwał. 10 minut, 20, 30… godzinę…80 minut… – Pozostało 10 minut do końca egzaminu – rozległ się głos profesora. – proszę powoli kończyć, bo czas nie będzie przedłużony. Ewelina dopisywała już ostatnie zdania. Jeszcze chwila, a wstanie, odda swoją pracę i będzie mogła wyjść z auli. Wreszcie pójdzie siusiu, bo juz z trudem trzymała. – Dziękuję, może pani iść – profesor uśmiechnął się do oddającej pracę koleżanki Eweliny. Ona też była juz gotowa. Wstała i podeszła do katedry. Profesor wziął z jej ręki kartkę z odpowiedziami i pożegnał w ten sam sposób, jak poprzednią studentkę. Ewelina wyszła z auli. Stwierdziła, że gdy oddała pracę, jej potrzeba zmniejszyła się jakby i juz nie czuła tak silnego parcia na pęcherz. Postanowiła, że wróci do domu, ponieważ nie miała więcej zajęć, co też było dziwne, ale nie roztrząsała tego, bo znów poczuła, że chce się jej siku. Poszła zatem na autobus. Spojrzała na rozkład jazdy, okazało się że musi czekać prawie godzinę. „Godzinę czekać, pół godziny jazdy i jeszcze trzeba przejść na górę” – myślała – „a jak zamek znów się zatnie, to mogę nie zdążyć. Chyba lepiej zrobię, jak pójdę do kibelka jeszcze tutaj.” Wróciła więc do budynku, w którym znajdowała się aula, gdzie jeszcze niedawno pisała test. Na parterze były tam kibelki. Weszła do damskiej. O dziwo nie było kolejki. Podeszła do kabiny, sprawdziła jej czystość, a ponieważ oględziny wypadły zadowalająco, weszła i… wiadomo. Kiedy usiadła na sedesie i rozluźniła się, ze zdziwieniem stwierdziła, że chociaż widzi płynący strumyk moczu, to nie czuje że siusia. „Dziwne, ale czasami widać tak jest” – myślała. Wstała, ubrała się i wyszła z kabiny. Ledwie to zrobiła, poczuła, że dalej musi siku. Wróciła do kabiny i wszystko powtórzyło się dokładnie tak, jak poprzednim razem. Tym razem jednak wyraźnie czuła, że robi siku. Nie tylko widziała, ale słyszała odgłos kropel i czuła jak robi się jej ciepło pod spodem. „Zaraz! Co to za ciepło?!” – Ewelina poderwała się z kibelka i… obudziła się w mokrym łóżku! – Aaaaaa!!! – wrzasnęła i poderwała się na równe nogi – zsikałam się! – krzyknęła, po czym zasłoniła usta ręką, bo przypomniało się jej, że Justyna wróciła z delegacji, ale było za późno – przyjaciółka się obudziła. Z pokojów wyszły jednocześnie, jakby się umówiły. I pierwszą rzeczą, którą ujrzała Justyna była ogromna plama na piżamce Eweliny. Ta stanęła jak wryta na widok Justyny, ale zaraz oprzytomniała i popędziła do łazienki. Justyna zajrzała do pokoju koleżanki. Na rozgrzebanym łóżku wyraźnie widać było mokre miejsce. Nie ulegało już wątpliwości, że Ewelina się zsikała. Justyna przeszła do kuchni oczekując na wyjście koleżanki z łazienki. Szczęśliwie była to sobota, i to wolna, bez zajęć na „zaocznych”, Justyna miała więc dużo czasu. Ewelina wystawiła jej cierpliwość na ciężką próbę, w końcu jednak wyszła z łazienki. Nawet nie była jakoś specjalnie zdołowana. Podeszła do Justyny, położyła jej ręce na ramionach i odezwała się: – Przepraszam cię, Justynko za moje zachowanie. Teraz wiem, że takie rzeczy zdarzają się… Tylko nie rób sobie potem dobrze, przynajmniej nie przy mnie. OK? Justyna ucałowała przyjaciółkę w oba policzki. – Nie wyprowadzisz się? – zapytała – Nie. Ale nie mów nikomu, że się zsikałam w łóżko, ani wtedy, pod drzwiami. – Nie powiem. – obiecała Justyna – A wiesz, u nas w firmie jest młody technolog. W sam raz dla ciebie. Może was zapoznam?
I przyjaciółki w najlepszej zgodzie zasiadły do śniadania.

——————————————————————————

ODCINEK 7Kurs i nietypowa „randka”
Justynka, jak pamiętamy, przed wyjazdem w delegację zapisała się na kurs prawa
jazdy. Musiała to zrobić. Chociaż koszty wynikające z posiadania własnego
samochodu są duże, to jakby tak dobrze policzyć bilety, stracony na
przystankach czas, tłok, smród w autobusach, gorąco latem, a zimno zimą – per saldo
wychodzi jednak, że warto mieć auto. Tak myśląc rozpoczęła Justysia naukę
jazdy.

Szkołę, do której się zapisała polecił jej główny mechanik w jej firmie -
inżynier Wacław Marczak. Justyna nie lubiła go (patrz odcinek 4.), ale była
bardzo zadowolona z tej szkółki. Przede wszystkim miała dużą renomę i wysoką
zdawalność, o której poinformował kursantów instruktor podczas zajęć
teoretycznych.

- Szkoła nasza ma zdawalność na poziomie ponad 75%, a ci, którym noga się
powinęła za pierwszym razem, zadają najczęściej za drugim. Oczywiście to od was
zależy głównie wynik na egzaminie – my mamy was tylko do tego przygotować.
Zaczynamy. Dziś omówimy podstawowe pojęcia w ruchu drogowym… – i instruktor
tłumaczył kursantom, co to jest droga, jezdnia itd.

Justyna bardziej niż teorii oczekiwała zajęć praktycznych. Co tu dużo kryć -
bała się swej pierwszej jazdy w ruchu miejskim. Na szczęście trafiła na kobietę
– instruktora. Plus w porównaniu z nauczycielem płci męskiej był taki, że nie
musiała obawiać się komentarzy o „babie za kółkiem”. Instruktorka
nazywała się Anna Busz (przez sz – jak podkreśliła przedstawiając się).

- Mówimy sobie po imieniu, bo w samochodzie nie ma czasu na
„paniowanie” – oznajmiła pani Anna swej kursantce – musisz nauczyć
się przede wszystkim szybkich reakcji. Teraz obejrzyj sobie samochód, siądź za
„fajerą”, powrzucaj na sucho biegi no i w ogóle… – tak mniej więcej
przebiegała pierwsza lekcja jazdy, potem Anna zawiozła Justynę na plac
manewrowy i dopiero wówczas nasza bohaterka mogła pierwszy raz poprowadzić
samodzielnie wiśniowe Grande Punto, bo takim samochodem uczyła się jeździć.

Od tamtego dnia codziennie o 16, gdy z ust pana Wysockiego padło nieśmiertelne
„koniec na dziś, panno Justyno”, Justyna pędziła na przyzakładowy
parking, gdzie oczekiwała na nią instruktorka. Pewnego razu przyuważył ją
prezes, gdy wsiadała do „eLki”. Nazajutrz tak ją przywitał:

- Widzę, że podnosi pani kwalifikacje zawodowe, panno Justyno. Mam tylko
nadzieję, że pani od nas ot tak nie wyjedzie, jak wczoraj z naszego parkingu.

Justyna czasami miała dość swego krotochwilnego szefa. Tym razem też nie była w
nastroju, więc siedziała cicho. Myślała akurat o czym innym. Musiała w końcu
spłacić dług wdzięczności wobec inżyniera Marczaka, no i przeprosić go, bo wówczas,
gdy podwiózł ją do szkoły jazdy, zachowała się wobec niego po prostu okropnie.
Przypadek sprawił, że okazja nadarzyła się zaraz.

- Panno Justyno, niech pani wezwie do mnie Marczaka, coś nie zgadza mi się z tą
nową maszyną.

- Inżynierze Marczak, pan prezes prosi – Justyna połączyła się z głównym
mechanikiem – Tak, natychmiast – dodała.

Nie minęło nawet 5 minut, gdy inżynier Marczak wkroczył do sekretariatu.

- „Stary” u siebie? – zapytał konspiracyjnym szeptem

- Tak, czeka na pana, ale wściekły jak chrzan. A przy okazji – mógłby mi pan
poświęcić chwilkę zaraz po pracy? Będę czekać na parkingu.

- Tak, jak najbardziej – Marczak uśmiechnął się, co Justynie średnio się
spodobało.

„Oblech” – pomyślała – „muszę pójść z nim na kawę i wreszcie się
od niego uwolnię”.

Tymczasem podeszła do drzwi wiodących do gabinetu prezesa.

- Panie prezesie, przyszedł inżynier Marczak – zaanonsowała.

Marczak wyszedł po 10 minutach. Nie był w najlepszym nastroju, ale rzucił
Justynie przyjazne spojrzenie na odchodnym i jeszcze raz się upewnił:

- Będzie pani czekać na mnie na parkingu?

- Ale tylko chwilkę, bo zaraz mam jazdę.

- To może załatwmy tę sprawę teraz – zaproponował główny mechanik.

- Wie pan, to jest taka sprawa, której nie załatwia się ot tak. Chciałam panu
podziękować i przeprosić.

- Podziękować i przeprosić? Za cóż to?

- Podziękować za tę szkołę jazdy, a przeprosić, no sam pan wie za co – za to
jak postąpiłam z panem przed budynkiem szkółki.

- A, o to pani chodzi – inżynier roześmiał się – jeśli byłem zbyt natarczywy…

- Ależ nie, to nie pana wina. To ja…

- Co, pani? – dopytywał się inżynier.

- Ja… głupio mi to tak wprost powiedzieć… ja… po prostu… nie mogłam z
panem jechać… ale nie mogę powiedzieć dlaczego… – Justynie wstyd było się
przyznać, że dlatego nie mogła z nim jechać, gdyż chwilę wcześniej posikała się
w majtki. – Poza tym dotąd… no… nie przepadałam za panem… – zdobyła się
na jaką-taką szczerość.

- DOTĄD mnie pani NIE LUBIŁA? – zapytał inżynier akcentując odpowiednie słowa -
a ODTĄD?

- A odtąd? – Justyna nie zrozumiała żartu słownego, ale dodała szybko – odtąd
mogę dać się panu zaprosić na kawę, ale tylko raz. Najlepiej dziś po 18 w
kawiarni… (Justyna podała nazwę swej ulubionej kawiarni, tej blisko jej
domu).

- A dlaczego dopiero po 18?

- Bo mam dziś dwie godziny jazdy, przy czym nie mam pojęcia kto ma jazdę po
mnie i skąd będę wracała. Umówmy się więc dla pewności na 18.30.

- W porządku. 18.30 – zakończył Marczak i szybko się „ulotnił”, bo
dostrzegł, że w pokoju szefa poruszyła się klamka. Istotnie – prezes pojawił
się w drzwiach swego gabinetu i poprosił, aby „panna Justyna” zrobiła
mu kawę.

O 16 Justyna wystrzeliła jak z procy na parking, aby zająć miejsce za
kierownicą auta nauki jazdy.

- Dzień dobry, pani Aniu – Justyna czasem zapominała nauki, jaką dostała na
pierwszej lekcji.

- Witaj Justynko, ruszamy. Ostrożnie włącz się do ruchu i na pierwszych
światłach skręć w lewo – Anna Busz od razu przeszła do rzeczy. – Plan na dziś
jest taki. Aby jak najlepiej wykorzystać godziny szczytu, pokręcimy się trochę
po głównych ulicach miasta, abyś pojeździła trochę w korkach. Jak się trochę
luźniej zrobi, skoczymy na plac, poćwiczysz łuk, a potem poparkujemy trochę na
parkingu przed marketem. Musisz wdrażać się do parkowania miedzy samochodami.

- Parkować… między samo…chodami – Justynie zadrżał głos, a to był zły znak:
zdenerwowanie jej zaczynało się zawsze drżeniem głosu, kończyło zaś… silnym
parciem na pęcherz, a od czasu do czasu zsikaniem się w majtki. Justyna nie
chciała zmoczyć się w samochodzie, toteż spięła się tak, aż wyprężyła w fotelu.
Istotnie, poczuła nagle silne ukłucie w dole, ale powstrzymała katastrofę. A po
chwili zdenerwowanie minęło, bo w sumie czego tu się bać? Jazda miejska
przeszła bez wstrząsów. Na placu też robiła manewry prawie z zamkniętymi
oczami.

- No to jedziemy pod hipermarket – zarządziła Anna – wyjedź na drogę, skręć w
lewo, potem na światłach w prawo. – Justyna posłusznie wykonała zadania. Na
parkingu znów poczuła parcie związane ze zdenerwowaniem. Nie przejmowała się
jednak tym, skupiwszy całą uwagę na parkowaniu. Po kilku mniej lub bardziej
udanych próbach, była już na tyle pewna, że z łatwością ustawiała samochód w
stanowisku, czy to przodem, czy tyłem i to bez korekty! Na nauce parkowania
zeszła im pozostała część zajęć.

- Aniu, która godzina? – zapytała Justyna instruktorkę.

- 17.40 – odrzekła zapytana – gdzie cię „wyrzucić”? – Justyna podała
adres kawiarni – O to fatalnie, bo musimy jechać w przeciwną stronę. Paweł
będzie czekał przy dworcu. To zrobimy tak: ty pojedziesz teraz po Pawła, a
potem on cię odwiezie do kawiarni. A co, masz randkę? – zapytała na koniec,
przymykając oko.

- Eee tam, zaraz randkę… – Justyna zarumieniła się lekko, ale po ciemku nie
było tego widać – powiedzmy, że spłacam dług.

- A, chyba że tak – zaśmiała się Anna. – Ok, dość pogaduszek, jedź prosto na
światłach i zawróć na rondzie. Wiesz dlaczego tak? – odezwała się zupełnie innym
tonem instruktorka jazdy.

- Bo na światłach jest zakaz zawracania – wyrecytowała Justyna.

- Na każdych? – zapytała Anna – bo tak to zabrzmiało.

- Nie, no tam gdzie stoi ten znak, a tutaj właśnie stoi. – odrzekła kursantka.

- Właśnie. To ruszaj, bo wrośniemy z asfalt.

Na ratuszowej wieży zegar wybijał właśnie szósty raz, gdy Justyna przesiadała
się z przedniego fotela za kierownicą na tylną kanapę. Nie zapięła pasów,
uznając, że po pierwsze nie jedzie daleko, po drugie – co jej grozi. Nie wzięła
pod uwagę tego, że Paweł nie ma wyjeżdżonych tylu godzin, co ona, w związku z
czym nie jest tak pewny. Co chwila „łapał” dziurę w jezdni, zahaczał
o krawężniki, wreszcie na jednym ze skrzyżowań…

- Stój! – krzyknęła Anna, wciskając jednocześnie pedał hamulca do podłogi.
Samochód stanął niemal w miejscu. – Nie widziałeś, że z prawej nadjeżdżał autobus?
Gdzie ty patrzyłeś?! Przecież gdyby nas walnął, zostałaby z nas marmolada! -
instruktorka była wściekła głównie dlatego, że to ona oberwałaby najbardziej.
Natomiast siedząca z tyłu Justyna najpierw poleciała do przodu, wbijając się
kolanami w fotel Anny, za co też usłyszała swoją „dolę”:

- Naucz się zapinać pasy z tyłu, do jasnej cholery. Nie uczyli was, że pasażer
bezwładny waży w momencie uderzenia 3 tony?

Potem, kiedy wszystko się uspokoiło poczuła, że ma mokro w majtkach. Szczęściem
miała na sobie luźne, a co ważniejsze – ciemne spodnie. Szybko obmacała wiadome
rejony i z zadowoleniem stwierdziła, że są suche. Mokre majteczki natomiast
przyjemnie oblepiały już jej waginę. Droga nie trwała już długo, lecz ponieważ
Paweł nie umiał jeszcze odpowiednio parkować między samochodami, Anna kazała mu
stanąć tam, gdzie było dużo miejsca, po czym umówiła się z Justyną na kolejną
lekcję i nasza bohaterka opuściła pojazd. Musiała przejść pieszo jakieś 100
metrów, w końcu doszła do kawiarni. Inżynier Marczak już tam był. Gdy zobaczył
Justynę podniósł się z miejsca i podszedł do drzwi. Podprowadził dziewczynę do
zajętego przez siebie stolika i podsunął krzesło. Justyna zajęła miejsce, a
Marczak usiadł na swym dawnym, naprzeciw dziewczyny.

- Nie znałem tej knajpki – odezwał się – bardzo stylowa. Pozwoliłem sobie nie
czekać na panią tylko od razu zamówić lody. Dla nas obojga. W karcie mieli
piękne zdjęcia tych lodów, wyglądały naprawdę apetycznie.

- Tak, to dobry wybór. Oni te lody sami produkują, tu na miejscu. – odrzekła
Justyna

- O widzę, że druga osoba doszła, wobec tego zaraz podam lody – odezwała się
nagle kelnerka, która wyrosła jak spod ziemi.

- Bardzo prosimy. Czy możemy zamówić również kawy? – zapytał inżynier.

- Tak. Jaka kawa dla pani? – zapytała kelnerka

- Po irlandzku – Justyna chciała koniecznie odreagować przygodę z autobusem.

- Jaką whisky pani sobie życzy?

- Jacka Danielsa.

- Służę. A dla pana?

- Ja… – inżynier Marczak nie mógł się zdecydować, a z racji prowadzenia
samochodu nie mógł zamówić tego samego, co Justynka – ja… poproszę może coś z
tego – pokazał na grupę różnych kaw zapisanych w karcie. Co to za kawy? Mają
dziwne nazwy…

- To grupa południowoamerykańskich kaw, każda z innymi dodatkami: wanilia,
czekolada, cynamon… – kelnerka wyliczała dość długo.

- Niech będzie waniliowa – Marczakowi zakręciło się w głowie od nadmiaru
informacji.

- Kawa będzie za 5 minut, a lody już podaję – rzekła kelnerka i poszła.

Gdy po chwili przyniosła pucharki z lodami, inżynier Marczak stwierdził, że w
naturze wyglądają one jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Kelnerka podziękowała za
dobre słowo i odeszła, zostawiając gości samych sobie. Teraz mogli rozmawiać
spokojnie, oczekując na zamówione kawy.

- I jak poszło pani dzisiaj na jeździe? – zapytał inżynier.

- A, całkiem dobrze – odpowiedziała Justyna – tylko jadąc tu… – opowiedziała
Marczakowi przygodę, pomijając tylko informację o zmoczeniu majtek.

- Ale pani to jest opanowana – inżynier Marczak albo był zdumiony, albo tak
świetnie grał. – Niech pani sobie wyobrazi, że moja kuzynka tez miała podobny
przypadek. Tylko że ona już jeździła i to autobus na niej wymusił
pierwszeństwo. Dziewczyna ze strachu zsikała się w spodnie.

Gdy Justyna usłyszała „magiczne słowo”, aż oblizała dolną wargę.
Nachyliła się, niby to nad pucharkiem, a kiedy opanowała podniecenie, zapytała:

- I co było potem?

- No, tapicerkę trzeba było czyścić a i tak plama została. A ona? Cóż wróciła
do domu, akurat byłem tam u nich. Mówię pani, miała taką plamę na dupie, że ani
przez chwilę nie było wątpliwości, co się stało. Wcale zresztą tego nie
ukrywała. Wszyscy śmiali sie z niej, a ona wyglądała tak, jakby nic sobie z
tego nie robiła. Przeciwnie – wyglądało to tak, jakby się to jej podobało. Ale
powiem pani w zupełnym sekrecie – mi się to też strasznie spodobało. Z tą mokrą
plamą na tyłeczku była naprawdę sexi…

„Erotoman” – pomyślała Justyna. I teraz już na 100% była przekonana,
że absolutnie nie może inżynierowi Marczakowi powiedzieć, że miała wtedy mokre
majtki, ani że teraz też się posikała. Gdyby inżynier to usłyszał, to już na
pewno nie odczepiłby się od naszej młodej bohaterki. A przecież był za stary…
Choć gdyby był ze 20, niechby 15 lat młodszy…

Tymczasem oboje skończyli jeść lody i, jakby na komendę, na stole pojawiły się
kawy. Justyna sięgnęła po filiżankę, upiła łyk i aż ją zatkało.

- Uch, ale mocna. To nie kawa z whisky, ale raczej whisky z domieszką kawy -
wyjąkała, gdy wrócił jej oddech.

- Lubi pani takie wynalazki? – zapytał inżynier.

- Jeśli pyta pan, czy piję alkohol, to tak, nie jestem abstynentką. Ale kawę po
irlandzku pijam rzadko. Ot tak jak dziś – gdy potrzebuję odprężenia – Justyna
zauważyła, że mówi coraz szybciej i coraz głośniej. Brak doświadczenia w
spożywaniu tego rodzaju kawy spowodował, że nim jeszcze w filiżance ukazało się
dno, Justynka była na lekkim rauszu. Zaobserwowała jedynie, że Marczak też
dopijał już resztki kawy. Gdy odstawił pustą filiżankę zapytał:

- Zamawiamy coś jeszcze?

- Nie, wyjdźmy już, bo czuję… – Justyna nie dokończyła, ale Marczak sam
widział, co czuje jego współtowarzyszka.

- Poproszę kelnerkę, by przygotowała rachunek – rzekł jeszcze

- Dobrze, ja pójdę poprawić makijaż – odrzekła dziewczyna wstając z miejsca.

Toalety znajdowały się po drugiej stronie wąskiego korytarza, który miał trzy
zakończenia: na wprost od sali były właśnie toalety, na prawo zaś wejście do
kuchni. Dla osób wrażliwych był z tym pewien problem, gdyż z kuchni buchało
gorące powietrze. Justyna należała, jak się zaraz okazało, do tych wrażliwych. Przechodząc
obok kuchni poczuła uderzenie gorąca, co zadziałało jak szklaneczka wódki
wypita na jeden raz i bez popitki. Krótko mówiąc – zakręciło się jej w głowie.
Do kabiny weszła chwiejąc się na nogach. Żołądek także niebezpiecznie podszedł
jej do gardła. Na szczęście nic się nie stało. Jako że była jedynym
„gościem” w damskiej, podeszła do umywalki, odkręciła zimną wodę,
zwilżyła nią rękę i przetarła czoło. Pomogło. Teraz już bez problemów weszła do
kabiny. Toalety były czyste i schludne, mogła korzystać bez obrzydzenia.

„Nie to co kible w pociągu” – pomyślała zsuwając spodnie. Usiadła i
zaczęła „korzystać”.

O tym, że nie zdjęła majtek powiedziało jej dziwne uczucie mokrej pupy.
Podniosła się z sedesu i dopiero wtedy zorientowała się, co się wydarzyło.

„Jak ja mam teraz założyć spodnie?” – pomyślała.

Jak mogła najdokładniej osuszyła majtki papierem toaletowym. Kiedy przestało
kapać, naciągnęła spodnie i z zamiarem kategorycznej odmowy, gdyby Marczak
chciał ją odwieźć, wyszła z kibelka. Znów przeszła przez korytarz, szczęśliwie
uniknąwszy powtórki, podczas mijania kuchni. Okazało się że Inżynier Marczak
czekał już trzymając w ręku kurtkę Justyny. Oczywiście mężczyzna ani słuchać
nie chciał o tym, by Justyna wracała do domu sama i pieszo. Mimo jej gorących protestów
zawiózł dziewczynę prawie pod klatkę schodową. Justyna oczywiście myślała tylko
o mokrych majtkach i o tym, czy zamoczywszy spodnie, nie zamoczy fotela.
Ostatecznie stwierdziła w myślach:

„Co się będę martwić, nawet jak zaplamię fotel, to on się nie zorientuje,
a choćby nawet – wszystkiemu rano zaprzeczę”.

W rzeczy samej zaś nie było czym się martwić, ponieważ spodnie na pupie miała
ledwie lekko zawilgocone. Zdaje się, że zabiegi z papierem przyniosły właściwy
skutek. Justyna podziękowała inżynierowi za podwiezienie i w duchu miała
nadzieję, że ten wieczór się nie powtórzy. Nie chcąc, aby Marczak miał jakieś
złudzenia, pożegnała się z nim bardzo oficjalnie i pobiegła na górę.

W kuchni, jak zwykle, zastała Ewelinę ślęczącą nad skryptem.

- Cześć kujonie – zagadnęła

- Wrrrr -warknęła przyjaciółka

- Co wrrrr? Na żartach się nie znasz? – Justyna dostała dziwnie wesołego
nastroju. To wydało sie podejrzane jej koleżance.

- A właściwie, dlaczego ty zawsze uczysz się tu, a nie u siebie? – zapytała
Justyna

- Bo tu jest lodówka – z rozbrajającą szczerością odrzekła Ewelina, po czym
dodała – Justyś, mogę cię o coś spytać?

- O co?

- O coś osobistego – rzekła z nieśmiałością w głosie Ewelina

- Nie byłam na rozbieranej randce – odparła Justyna.

- Nie o to chciałam spytać – Ewelina dalej krążyła jak lisek koło drogi.

- No dalej, mów wreszcie. Byle to nie było zbyt osobiste.

- Masz teraz mokro? – wypaliła.


– Pytasz czy się zsikałam w majtki? I tak, i nie. Owszem majtki mam mokre… -
i Justyna ze szczegółami opowiedziała swoje przygody z tego dnia.

- Jak się przebierzesz, to przyjdź do mnie. Ja też muszę ci coś opowiedzieć -
zakończyła tajemniczo Ewelina.

—————————————————————————

ODCINEK 8

Ewelina wypływa na nieznane wody. 

Justyna była tak zaintrygowana słowami swojej przyjaciółki, że w drodze do łazienki zsikała się z podekscytowania. Podnieciło ją to jeszcze bardziej, bo
nawet nie czuła, że musi siku. Przecież niedawno korzystała z kibelka… No
tak, ale kawa, whisky i lody – to wszystko razem sprawiło, ze organizm Justyny
pracował na szybszych obrotach. W każdym razie majteczki Justyny były kompletnie mokre, a na domiar wszystkiego – zmoczyła też i spodnie. Weszła do łazienki i zamknęła za sobą drzwi na zasuwkę. Postanowiła najpierw trochę się ze sobą „pobawić”, potem wykąpać i przebrać. Jako że godzina była już późnawa, dziewczyna wyszukała wśród wypranych rzeczy jeszcze wiszących w łazience jakieś swoje majteczki i przygotowała piżamkę oraz szlafrok. Teraz mogła rozpocząć swój rytuał. Najpierw pomasowała swe dolne partie przez spodnie, ale to trwało tylko kilka sekund. Kiedy poczuła, że przód spodni jest mokry, rozpięła rozporek i zsunęła je do kostek. Teraz zaczął się najistotniejszy punkt „programu”. Całkowicie przemoczony materiał przylegał do jej warg sromowych, a z tyłu do pupy. Justyna wsunęła dłoń między nogi i przesunęła od tyłeczka, ku przodowi. Raz, drugi,…, dziesiąty. Wreszcie zaczęła masować swą łechtaczkę i doprowadziła się do szaleństwa.
Po wszystkim, kiedy oddech wrócił do normy, Justynka rozebrała się do naga i weszła pod prysznic. Myła się długo. Nie dlatego, że czuła się jakoś specjalnie brudna, tylko dlatego, że potoki wody z prysznica sprawiały jej przyjemność. Nie zabawiała się już, ale pozwalała by owe strugi spływały z jej włosów ku dołowi, aż do kostek, przechodząc przy okazji przez wiadome rejony. Przerwała, gdy usłyszała pukanie w drzwi i głos Eweliny:
– Justa, stało się coś? Siedzisz tu już ponad godzinę. Wszystko w porządku?
– Tak, tak. Sorki, straciłam poczucie czasu. – odezwała się pojednawczo Justyna.

Chwilę później obie koleżanki siedziały już przy stole w kuchni. Po ich konflikcie na tle sikania w majtki nie było już śladu. Ewelina zaczęła opowiadać:
– Wiesz, od kiedy zsikałam się w łóżko, cały czas o tym myślę.
– Poczekaj, mam pomysł – odezwała się nagle Justyna i podniósłszy się z krzesła poszła do swego pokoju. Wróciła po chwili niosąc butelkę czerwonego wina.
– Chilijskie? – zapytała Ewelina, której aż oczy zaświeciły się na widok szlachetnego trunku – skąd masz?
– Od tajemniczego wielbiciela – Justyna pokazała koleżance język.

Ewelina tymczasem wyjęła z szafki dwa kieliszki, popatrzyła na nie pod światło, po czym wzięła miękką szmatkę służącą do wycierania naczyń i zaczęła polerować szkło. Justyna zaś przeszukiwała szuflady w poszukiwaniu korkociągu.

Wreszcie przed obiema bohaterkami stały już kielichy w 2/3 napełnione ciemnoczerwonym płynem. Ewelina mogła kontynuować.

A oto historia Eweliny, opowiedziana przez narratora.

Ewelina cały czas zastanawiała się nad dwiema sprawami: dlaczego zsikała się przez sen, akurat wówczas, gdy chciała się wyprowadzić właśnie dlatego, że jej współlokatorka robi siku w majtki dla przyjemności. Druga zaś sprawa, łącząca
się bezpośrednio z pierwszą to: CO TO JEST ZA PRZYJEMNOŚĆ??? Ewelinka była
dziewczyną z „dobrego” domu. Skończyła dobre liceum, wcześniej także „dobre”
gimnazjum, teraz jest na studiach (oczywiście „dobrych” i sama jest „dobra” w nauce). Jednym słowem była niemal chodzącym ideałem. Rzecz jasna, sama tak o sobie myślała choć, trzeba uczciwie przyznać, nosa nie zadzierała. Owszem, brała wysokie stypendium naukowe, ale to wszystko. Otóż będąc nieomal ideałem, Ewelina nie potrafiła sobie wyobrazić, jak można zsikać się w majtki. Los, jak pamiętamy, dwukrotnie ją już w tym doświadczył. Za pierwszym razem spowodowało to u dziewczyny nieomal depresję. W dodatku Justyna ciągle chwaliła się jakie to fantastyczne zajęcie sobie znalazła… Może Ewelina nie byłaby tak negatywnie nastawiona, gdyby wiedziała o pewnym epizodzie z życia swej przyjaciółki. Tym mianowicie, który wiązał się z osobą Krzysztofa. Ponieważ z wielkich planów Justyny co do niego nic ostatecznie nie wyszło, więc i ona sama nie wspominała Ewelinie o gorącym seksie, który znów zaczął się od jej mokrych majtek. Ewelinę szczególnie drażnił erotyczny podtekst tych zabaw, bo jej przyjaciółka nieustannie podkreślała, że zsikanie się to dopiero początek, potem trzeba sobie dogodzić.

Dzień, w którym cała ta historia się wydarzyła był na swój sposób wyjątkowy.
Ewelina miała w planie jedne ćwiczenia, a potem 2 wykłady. Na ćwiczeniach
zapowiedziane było duże kolokwium, które miało zajmować całe 1,5 godziny. Z
tym, że żadnych innych zajęć nie przewidywano i studenci wychodzili z sali po
oddaniu kartek.

„Zupełnie jak w moim śnie, tylko że mi się śnił egzamin i to z innego przedmiotu” – myślała Ewelina przygotowując się do zajęć. Postanowiła, że na wykłady nie pójdzie i zaraz po „kole” wróci do domu. Wiedziała, że Justyna pracuje do 16, a potem ma dwie godziny jazdy.
Zajęcia zaczynały sie kwadrans po 8. Ewelina zajęła swoje miejsce w ławie. Kolokwium pisało sie bowiem nie w auli, a w normalnej sali, takiej jak klasa w szkole. Doktor prowadzący ćwiczenia podyktował pytania, ale Ewelina cały czas nie mogła się skupić. Myślała o czymś zupełnie niezwiązanym z przedmiotem… W
końcu jednak zebrała się w sobie stwierdzając, że im wcześniej napisze sprawdzian, tym szybciej będzie w domu. „Koło” okazało się być przeciętnej trudności i Ewelina uporała się z nim w niecałą godzinę. Oddawszy jako pierwsza, wyszła z sali i poszła do szatni. Nie chciała czekać na nikogo, bo najbardziej wkurzało ją porównywanie odpowiedzi. Wychodziło bowiem często na to, że miała zupełnie inne niż większość grupy. To ją dołowało, a na kolejnych ćwiczeniach, gdy prowadzący oddawali prace okazywało się, że to Ewela miała ocenę bardzo dobrą. Ewelina rzadko „zrywała” się z wykładów. Była pilną studentką i to jej notatki kserowała większość roku.
„Tym razem ja sobie od kogoś skseruję” – pomyślała i zadowolona z siebie wróciła do mieszkania.
W domu natychmiast siadła do komputera. W wyszukiwarkę wpisała zwrot „sikanie w majtki”. Wyświetliła się cała masa wyników. Ewelina zaczęła przeglądać. Wreszcie doszła do interesującej konkluzji: Justyna nie jest jedyną dziewczyną, która sika w majtki. Znalazła kilka linków do zagranicznych stron. Tam mogła oglądać nawet zdjęcia posikanych dziewczyn, a na niektórych – także facetów. Otwierała coraz to inną stronę, wreszcie trafiła na forum. Polskie forum. Tam przeżyła szok. Czytała wiele historii i osób, które nie zdążyły do kibelka i się zsikały w majtki, i tych, które robiły to celowo. Znalazła też wiele ciekawych opowiadań, często fikcyjnych, ale tyczących tego tematu.

„Więc to aż tak ludzi kręci” – myślała z niedowierzaniem. Była tak pochłonięta lekturą, że nie zwracała uwagi na to co się wokół niej dzieje. Bezwiednie jej lewa ręka spoczęła na kroczu. Po chwili, niczym wąż, wśliznęła się pomiędzy spodnie a majteczki i zaczęła pieścić muszelkę Eweliny. Dopiero wtedy zorientowała się dziewczyna, co robi. Jakby zawstydzona wyszarpała dłoń na zewnątrz. Wróciła do przerwanego czytania. Akurat była w trakcie jakiejś opowieści z gatunku tych fikcyjnych. Po kilku minutach znów jej dłoń znalazła sie w majtkach. Tym razem jednak zrobiła to świadomie. Orgazm przyszedł nieomal wraz z ostatnimi słowami opowiadania. Ewelina zaczęła zastanawiać się nad tym, co zrobiła. Poczuła, że musi siku. To chyba te historie tak na nią podziałały. Poszła natychmiast do kibelka. Kiedy siusiała do sedesu naszły ją pokusy.
„A gdyby tak zrobić w majtki” – myślała – „Nie! Przecież jeszcze parę dni temu miałam żal do Justyny właśnie o to!”
Tymczasem jej pęcherz opróżnił się całkowicie. Ewelina wstała, wytarła się mięciutkim papierem toaletowym – specjalnie taki kupowała, był tylko jej…, założyła majtki i spodnie. Chciała jednak coś zrobić, coś czego dotąd nie była w stanie. Nie zsikać się…, nie to już przerabiała, ale coś, jakąś namiastkę tego o czym czytała przed chwilą. Miała taki chaos w głowie, że nawet opowiadając to, nie była w stanie zebrać myśli. Przyszedł jej w końcu do głowy pomysł. Zdjęła spodnie i podeszła do kabiny z prysznicem. Zdjęła „słuchawkę”, odkręciła wodę i ustawiła temperaturę tak, by była lekko cieplejsza niż temperatura ciała. Tak by było przyjemne ciepło, a nie gorąco. Gdy już miała taką wodę, podłożyła prysznic między nogi i pozwoliła, by woda zmoczyła od dołu jej majteczki. Po chwili poczuła ciepło na tyłeczku i z przodu, w rejonie waginy. Gdy dość zmoczyła materiał, przystąpiła znów do masażu, tak jak widziała u Justyny. Przez mokry materiał. Osiągnęła szczyt bardzo szybko, bo i tak była już dość podniecona.

„Tak, mokre majteczki to jest to!” – zawołała w myślach. Ale majtki zaraz ostygły i to już nie było fajne. Ewelina, bojąc się przeziębienia pęcherza, szybko przebrała się w suche rzeczy, wzięła z pokoju skrypt i zasiadła za kuchennym stołem.

- Wtedy właśnie ty weszłaś i to jest cała historia. – zakończyła Ewelina

- No dobrze, ale po co ta cała szopka z prysznicem? Czemu po prostu nie zrobiłaś siku w majtki? – Justyna nie mogła tego pojąć.
– Nie mogłabym. Co innego wtedy, gdy zaciął się nam klucz w zamku, wtedy nie
wytrzymałam i zsikałam się i to już w łazience. Co innego, gdy zmoczyłam łóżko,
bo to było bezwiednie. Ale celowo zsikać się od tak? – przy ostatnich słowach dziewczyna pstryknęła palcami. – Nie. Tego nie potrafiłabym zrobić. Chyba nie mogłabym na siebie w lustrze spojrzeć.
– A jak zlałaś się wodą, to mogłaś spojrzeć? A gdyby ktokolwiek tu wszedł, nawet ja, i zobaczył cię w zmoczonych majtkach, to myślisz, że myślałby że to woda? Nie. Pierwsze skojarzenie byłoby: Ewelina się zsikała!
– Tak myślisz? A ty nie masz wrażenia, że to co robisz jest…
– …brudne? to chciałaś powiedzieć? – dopowiedziała Justyna
– Brudne, zboczone, niemoralne, czy nawet nienormalne. – Ewelinie zabrakło chyba słów bo urwała nagle.
– Może brudne. I to jest w tym wszystkim najlepsze, bo boisz się, aby ktoś cię nie przyłapał. Reakcje ludzi na widok dziewczyny sikającej w majtki są różne, ale najczęściej takie, jak je określiłaś. Ale ja mam to gdzieś. Liczy się moja przyjemność, a jeśli spotkam znajomego? Hm, albo okaże współczucie, bo przecież nikt nie pomyśli że celowo zsikałam się w majtki, albo nie i wtedy przestaje być znajomym.
– No nie wiem. W każdym razie to, co znalazłam w sieci powaliło mnie… – Ewelina zakończyła rozmowę i sięgnęła po kieliszek – to za co pijemy?
– Abyś w pełni odkryła ten cudowny świat – wypaliła Justyna.

————————————————————————-

ODCINEK 9

Intruz. 

Czas płynął, a w życiu Justyny i Eweliny zapanowała prawdziwa sielanka. Na studiach obie dziewczyny zdobywały zaliczenia, w pracy wszystko szło jak po maśle. Justyna spełniła obietnicę daną swej przyjaciółce i zapoznała ją z młodym technologiem. Ale nic z tego na razie nie wyszło. Ot, spotkali się kilka razy, ale sama Ewelina mało na ten temat mówiła. Justyna znała dobrze swą współlokatorkę i wiedziała, że o chłopaku, w którym jest zakochana mogłaby opowiadać 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Wyglądało zatem, że oboje nie przypadli sobie do gustu.

„Tym lepiej” – myślała Justyna – „potem miałaby do mnie pretensje, a tak niech sobie sama chłopaka znajdzie.”
Justyna sama nie miała aktualnie nikogo. Jeden raz z Krzysztofem nie miał ciągu
dalszego. Głównie przez Justynę, bo kiedy wówczas Krzysiek wyszedł od niej, pomyślała że nie można budować trwałego związku na mokrych majtkach, choćby
oboje byli tym podnieceni. Tak więc obie dziewczyny zajęte były szukaniem „drugiej połówki”.
Czy Ewelina przekonała się do panty pissingu? Tego Justynka nie wiedziała. Podejrzewała, że jakieś ziarnko w sercu jej przyjaciółki zostało zasiane, ale co i kiedy zeń wykiełkuje…
Tymczasem przyszła pewna niedziela.

W piątek Ewelina, jak to często miała w zwyczaju, pojechała do swoich rodziców,
którzy mieszkali gdzieś na Mazurach (chyba w okolicy Ełku, czy Rucianego – Justyna dobrze nie pamiętała). Wieczór tego dnia i całą sobotę Justyna spędziła
na uczelni, gdyż miała zjazd. W niedzielę spała do późna. Nie musiała nigdzie się spieszyć, a chciała odpocząć po zajęciach. Wreszcie zwlokła się z łóżka i, jak to zwykle w takich razach bywa, stwierdziła zatrważające pustki w lodówce. Pal zresztą sześć lodówkę, ale nie było nawet kawy!!! Słyszał ktoś coś podobnego. Na szczęście w lodówce była cola (otwarta i rozgazowana, ale zawsze płyn), w pojemniku resztki chleba, do którego znalazła słoik dżemu. Z tych produktów przygotowała sobie jakie-takie śniadanie. Po posiłku wyszła do sklepu. Na ulicy nie było nawet przysłowiowego „psa z kulawą nogą”, jedynie na przystanku stał jakiś młody chłopak. Justyna spojrzała na niego w przelocie. Zauważyła tylko, ze miał granatową kurtkę z kapturem, który narzucił sobie na głowę. Twarzy, ani innych szczegółów nasza bohaterka nie zauważyła. Justynka postanowiła zrobić większe zakupy, no takie w każdym razie, by w miarę zapełnić lodówkę, ale nie przedźwigać się. Kupiła przede wszystkim chleb (razowy) i chrupkie pieczywo dla Eweliny, dalej jakąś wędlinę, kawał żółtego sera, zupki chińskie („tfuj, jakie to świństwo, ale przynajmniej tanie” – myślała pakując je do koszyka)… Kosz szybko stał się pełen, ale Justyna jeszcze krążyła to tu, to tam, dokładając to kawę, to żel pod prysznic i inne tego typu sprawunki. Podeszła wreszcie do kasy. Kiedy dochodziła już i zaczynała wykładać na linię swe zakupy, wydało się jej, że przy kasie obok stoi chłopak, którego widziała na przystanku. Nie przejęła się tym, bo po pierwsze: każdemu wolno pójść do sklepu, nawet jeśli to niedziela, a po drugie: wielu chłopaków ma takie kurtki. Za zakupy zapłaciła ostatnim 200 – złotowym banknotem, jaki miała w portmonetce. Dostała kilkadziesiąt złotych reszty i wyszła ze sklepu. Idąc przez osiedle zastanawiała się, czy jeszcze czegoś nie potrzebuje. Myśląc gorączkowo omal nie minęła swojej klatki schodowej. Otworzyła drzwi i weszła do korytarza. Nie rozglądała się więc i nie spostrzegła, że nim ciężkie drzwi domofonowe zamknęły się, wszedł za nią ktoś jeszcze. Justyna z trudem pokonywała kolejne piętra w drodze do swego mieszkania. Wreszcie stanęła przed drzwiami. Klucz o dziwo od razu dał się przekręcić i weszła taszcząc swe ciężkie torby z zakupami do kuchni. Ledwie zdążyła zamknąć za sobą drzwi, zdjąć kurtkę, buty i rozpakować sprawunki, gdy usłyszała dzwonek.
– Kto tam? – zapytała, bo w drzwiach nie było wizjera
– Niech pani otworzy, cos pani zgubiła na korytarzu.
Justyna założyła łańcuch i uchyliła drzwi. Dostrzegła granatową kurtkę. Przeraziła się w pierwszej chwili, ale spostrzegła młodego mężczyznę trzymającego coś w ręku. Nie podejrzewając niebezpieczeństwa otworzyła drzwi. Nagle otrzymała potężny cios w szczękę i upadła na podłogę. Na moment straciła przytomność.

Gdy ją znów odzyskała, siedziała na krześle na środku swego pokoju. Ze zdumieniem stwierdziła, że nie może z niego wstać, ani ruszać ręką czy nogą. Świadomość wracała jej z trudem. Minął jeszcze dobry kwadrans, nim pojęła, że jest przywiązana do krzesła, na którym siedzi. Po kolejnej minucie, czy dwóch dostrzegła też, że przed nią stoi jakaś postać w kominiarce na twarzy i kapturze.
– Czego pan chce? – zapytała Justyna
– Zamknij się. Żadnych pytań. Ja mówię, ty tylko kiwasz głową. Jasne! – wrzeszczał napastnik
– Bandyto, czego chcesz?! – Justyna zaczęła się szarpać.
– Morda w kubeł, mówiłem ci! Gdzie jest kasa! – wrzeszczał ciągle intruz.
– Nie mam… Aaaaaaaa! – Justyna otrzymała kolejne uderzenie w twarz
– Powiedziałem ci że masz zamknąć ryj! Gdzie szmalec? Tu? – otworzył szufladę z bielizną Justynki.
Justyna pokręciła energicznie głową, co wydało się gangsterowi podejrzane.
– Coś za bardzo zaprzeczasz. – rzekł i wysypał zawartość na podłogę – Ej, niezłe sztuki – powiedział z uznaniem oglądając ulubione majteczki Justyny.
– Zostaw to zboku! – Justyna aż podskakiwała na krześle.
– Zamknij pysk, bo cie zaknebluję – włamywacz zaczynał wyraźnie tracić cierpliwość. – Pytam jeszcze raz: gdzie masz kasę? Tutaj? – otworzył kolejną szufladę, w której były różne szpargały. Także i one wylądowały na dywanie.
– Ja naprawdę nic nie mam, tylko to co w torebce… – Justyna próbowała, ale jej usiłowania nie zdały sie na nic.
Bandyta podszedł do dziewczyny, sięgnął do kieszeni, po czym odwrócił się do niej tyłem. Justynka usłyszała metaliczny dźwięk. Zanim zdała sobie sprawę z tego, co to może oznaczać, poczuła coś zimnego na swoim gardle.
– Powiedziałem ci już i powtarzam po raz ostatni: zamknij mordę! – odszedł od
dziewczyny. Podniósł z ziemi kilka par majteczek. Zwinął je w kłąb. Justyna aż
zatrzęsła się z oburzenia widząc jak ten zbir potraktował jej ulubioną bieliznę. Tymczasem facet podszedł do niej, znów położył jej na krtani ostrze sprężynowego noża i warknął:
– Otwórz gębę
Po czym, gdy Justyna posłusznie wykonała rozkaz, wepchnął jej głęboko w usta kłąb zrobiony z najlepszych majtek dziewczyny. Justyna mogła teraz tylko jęczeć. Tymczasem bandzior zaczął przeszukiwać kolejne elementy mebli. Justynka cieszyła się jedynie z tego, że Ewelina miała zwyczaj zamykać swój pokój na klucz, gdy wyjeżdżała. Robiła to aby, jak kiedyś w żartach powiedziała, Justyna nie podkradała jej ubrań. Teraz pokój Ewelki był zamknięty, a w nim laptop, wieża stereo i kilka innych cennych rzeczy. U Justyny w pokoju stał natomiast telewizor, który był zbyt duży, by ten psychopata mógł go zabrać.
– Gdzie masz kasę, pokaż zaraz bo ci gardło poderżnę! – wrzasnął nagle prosto w
ucho nieszczęsnej ofiary.
Justyna poczuła, że strasznie zachciało się jej siku. Pewnie spowodował to strach…
– Mmmm! Mmmm! Uuuu! – wymamrotała Justyna
– Czego chcesz? – zapytał przestępca
– Eeee – mamrotała dalej dziewczyna, próbując wypluć knebel.
– Będziesz mówić? – oprych wyszarpnął jej kłąb z ust.
– Wypuść mnie zbrodniarzu! – Justyna popełniła największy błąd, jaki tylko mogła. Przekonała się o tym juz w następnej sekundzie, gdy znów otrzymała policzek. Poczuła, że tym razem rozciął jej wargę. Zlizała strużkę krwi i ośmieliła sie powiedzieć:
– Ja nie mam kasy, jestem biedną studentką, wszystko co miałam wydałam na zakupy. Weź to co jest w torebce, to wszystko co mam.
– Kłamiesz, suko! Takie jak ty mają zawsze kupę hajsu! – i znów dostała w twarz, teraz z drugiej strony. Poczuła też, że robi się mokro na jej tyłeczku. Powstrzymała wyciek, aby oszczędzić sobie kolejnej przykrości, ale nie miała wątpliwości, że zaraz zsika się w majtki. Ze strachu, z bólu i dlatego, że po prostu nie wytrzyma!
– Dawaj szmal, bo cię zabiję! – napastnik juz nie krzyczał, a ryczał.
– Nie mam – Justyna miała już łzy w oczach.
– Kłamiesz – znów oberwała.
– Nie kłamię. Przeszukałeś wszystko, naprawdę więcej nie mam…
– Łżesz! – podszedł do niej z nożem w ręku, rozdarł bluzkę, którą miała na sobie, poprzecinał paski od jej stanika, który również z niej zdarł. Chwile popatrzył na śliczne piersi naszej bohaterki i odezwał się:
– Dawaj kasę, albo te śliczności zaraz nie będą takie ładne! – i przyłożył nóż do jej piersi.
– Nie! – krzyknęła Justyna i w tym momencie poczuła, że sika! Jej pęcherz opróżnił się z taką siłą, że mimo wrzasków, bandyta usłyszał szum. Spojrzał w kierunku, skąd dochodził. Ujrzał, jak przód spodni Justyny robi się ciemny, jak spod jej zgrabnej pupy wypływa rzeka, jak rozlewa się po dywanie.
– Hahahahahahaha! – ryknął nie śmiechem, ale jakimś nieludzkim rechotem. Złożył nóż, schował go do kieszeni, a swą brudną łapę wepchnął pomiędzy rozchylone uda Justysi. Zaczął obmacywać ją w miejscu, gdzie czuł mokro. Justyna omal nie zwymiotowała z obrzydzenia, ale siedziała cicho. Ta męka trwała jeszcze dość długo. W tym czasie Justyna znów odczuła potrzebę, ale nie dała po sobie nic poznać. Wreszcie bandyta zrozumiał, że istotnie w tym mieszkaniu się nie obłowi. W porywie wściekłości uderzył Justynę jeszcze raz w twarz i wybiegł, nie zabrawszy nawet torebki!
Justyna po wyjściu gangstera nie broniła się już przed ponownym zsikaniem się w
majtki. Była obolała, pobita i czuła się prawie zgwałconą. Zemdlała…

Ewelina wysiadła z autobusu i ruszyła w kierunku domu. Nie podejrzewała niczego. Dochodząc już do swej klatki ujrzała nagle biegnącego w jej stronę młodzieńca. Ten, jakby jej nie dostrzegając leciał prosto na nią. Nie wyhamował
w porę i potrącił Ewelinę. Ta spojrzała mu w twarz, a miała tę zaletę, że natura wyposażyła ją w iście fotograficzną pamięć. Jak się potem okazało, była to cecha nie do przecenienia!
Gdy dziewczyna weszła na III piętro zamarła ze zgrozy: drzwi były otwarte na oścież! Ewelina weszła do środka.
– Justyś! – zawołała – Jesteś w domu? Justynko? Justyna! – wołała coraz bardziej zaniepokojona Ewelka.
Doszła wreszcie do pokoju swej przyjaciółki. Ujrzała ją siedzącą na krześle z głową zwieszona na piersi, półnagą, ale najdziwniejsze było to, że dostrzegła sznur…
– Justyś, co się stało! – podbiegła do koleżanki i zaczęła ją cucić.
– Wezwij po… – wyjąkała Justyna i znów zemdlała.
Ewelina nie wiedziała kogo ma wezwać, więc zadzwoniła i na policje i na pogotowie. Wtedy zobaczyła, że jej przyjaciółka się zsikała.
„Co robić?” – myślała – „wszyscy ją taką zobaczą.”
Ale w filmach kryminalnych mówią, że niczego nie należy ruszać, więc Ewelina zostawiła Justynę tak jak ją zastała. Obie służby przybyły niemal jednocześnie. Policjanci rozpoczęli oględziny miejsca przestępstwa, a sanitariusze zajęli się poszkodowaną.
– Zabieramy ją do szpitala. Niech pani się z nami skontaktuje jak policja odjedzie. Pani siostra będzie potrzebowała od pani pomocy, ubrań itp. – rzekł sanitariusz mrużąc oko, bo Ewelina, jako niespokrewniona nie mogłaby uzyskać w szpitalu żadnych informacji.
– Rozumiem – odrzekła Ewela i na tym rozmowę należało przerwać, bo chciał ją przesłuchać oficer śledczy.
– Podinspektor Alicja Malinowska – przedstawiła się. – proszę opowiedzieć wszystko, co pani wie w tej sprawie.

Ewelina dokładnie opisała chłopaka, który wpadł na nią pod klatką schodową. Jak stwierdziła, wydał się jej podejrzany, a co ważniejsze, nigdy wcześniej go tu nie widziała. Dzięki jej zeznaniom sporządzony został portret pamięciowy, po którym w krótkim czasie zatrzymano tego bandziora. Ewelina przy okazji stwierdziła, że z mieszkania nic nie zginęło, co nie było do końca prawdą – ten psychol zabrał 3 pary majtek, którymi wcześniej zakneblował Justynkę.

Ewelina tego samego dnia pojechała do szpitala zawieźć Justynie rzeczy, których
mogłaby potrzebować, a przede wszystkim czystą bieliznę i suche spodnie. Okazało się, że jej stan jest dobry i mogłaby od razu wrócić do domu, ale lekarz postanowił zostawić ją do poniedziałku.

I tak ten pamiętny dzień się zakończył. Szczęśliwie, po aresztowaniu bandyty, żaden taki wypadek więcej się nie powtórzył. Ale wtedy, jeszcze w szpitalu, gdy napięcie uszło i z Justyny, i z Eweliny, ta ostatnia nagle poczuła, że „coś” jej płynie po nogach…
– Patrz, zsikałam się – rzekła do leżącej na szpitalnym łóżku Justyny – A kto mi przyniesie rzeczy na przebranie?
Justyna uśmiechnęła się tylko.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s