PRZEPOWIEDNIA MUSI SIĘ WYPEŁNIĆ

ODCINEK 1.

Myślicie, że po powrocie do Edynburga skończyły się moje problemy? O, nic podobnego. Po pierwsze leżałam ubrana jak niewolnica z Imperium Słońca, to jeszcze dałoby się jakoś przeżyć – akurat te ciuchy nie były takie złe. Gorzej, że podczas starcia z Gnejusem, jak być może pamiętacie, zsikałam się ze strachu i byłam… no co tu kryć, calutka mokra i potwornie śmierdziałam moczem. W dodatku przerzuciło razem ze mną Ariadnę. Nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą i z nią począć. No cóż. Trzeba było brać byka za rogi. Wstałam i pobiegłam za dziewczynami, a „córka Ahenobarbusa” poszła za moim przykładem.
Pierwszą osobą, która mnie zobaczyła była Harriet. Popatrzyła w naszą stronę. Miałam wrażenie, że patrzy dokładnie w moje krocze. Zerknęłam za plecy czy jest za mną Ariadna. Była. I też miała mokre spodenki. Przypomniało mi się, co mi powiedziała kiedy ocknęłam się w tym samym miejscu, gdzie wszystko się rozpoczęło i zachciało mi się najpierw śmiać, a po chwili płakać. Musiałyśmy komicznie wyglądać: dwie nastolatki ubrane jak pacjentki zakładu dla psychicznie chorych i zasikane. Ale słowa Harriet mnie zdumiały:
– Di, coś ty na siebie włożyła i kiedy zdążyłaś się przebrać? Jesteś taka mokra, jakbyś leżała co najmniej przez godzinę na deszczu, a przecież dopiero zaczęło padać.
Zastanowiło mnie to. Wyglądało na to, że doszło do jakiegoś zakrzywienia czasoprzestrzeni czy jak to określić. Coś jak w filmie „Back to the Future”. Zaraz… Jak dr Brown tłumaczył to Marty’emu? Kontinuum czasoprzestrzenne??? No w każdym razie wynikało z tego, że wróciłam dokładnie w miejscu, skąd „wyszłam”, ale wszystko co miałam przy sobie w chwili przerzucenia mnie z jednego świata do drugiego przechodziło ze mną. Oznaczało to tyle, że już na zawsze musiałam się pożegnać z moim „jabłuszkiem”, który pozostał w świecie Ariadny. Dziwiło mnie jeszcze i to, że Harry nic nie wspominała o Ariadnie… Niemożliwe aby jej nie widziała. Tymczasem dobiegłyśmy do autokaru. Nocować miałyśmy w Edynburgu, a rano wyjechać do Glasgow. Jak już Wam kiedyś wspominałam, ja do Glasgow nie dotarłam. Kiedy bowiem znalazłyśmy się na parkingu podeszła do mnie pani Brix, a wtedy wiatr poderwał tę kusą koszulkę, którą miałam na sobie, a ponieważ mokre spodenki i majtki lekko mi się zsunęły zobaczyła sine pręgi poniżej pasa. To była pamiątka po tym, jak Terruncjusz mnie chłostał przed wystawieniem na targu niewolnic. Siniaki pięknie odcinały się na tle mojej białej skóry w bladym świetle lamp na parkingu. Pani Brix wydawała się zaniepokojona. Zapytała mnie, czy się dobrze czuję, a potem, że porozmawiamy w hotelu. Kazała nam wszystkim wsiadać do autokaru. Chciałam dać znać Ariadnie, że musimy się rozstać i… I co? Miałam ją tu zostawić? Ale problem się sam rozwiązał, bo mojej dziwnej przyjaciółki nie było nigdzie widać. Właściwie to się trochę zaniepokoiłam, z drugiej strony ucieszyłam, bo prawdę mówiąc nie miałam już ochoty jej widzieć. Moja radość była jednak przedwczesna. Miejsc w autokarze było o kilka więcej, niż nas. Toteż właściwie wcale się nie zdziwiłam, gdy ujrzałam Ariadnę wchodzącą za panią Brix. Zajęła jedno z wolnych miejsc i uśmiechała się do mnie. Czekałam co się wydarzy.
O dziwo kiedy pani Brix nas liczyła, przeszła obok Ariadny tak, jakby była powietrzem. Spojrzałam w kierunku, gdzie siedziała i… była tam, ale pani Brix znów przeszła obok niej jakby nigdy nic.
– Na co się tak gapisz? – przywołał mnie do rzeczywistości głos Harriet
– A…, na nic, na nic – odparłam.
– Jesteś jakaś dziwna – rzekła moja najlepsza przyjaciółka i zaraz pociągając nosem dodała – Co tu tak śmierdzi. Ktoś się zeszczał?
Nie mogłam udawać, że nic nie czuję, bo śmierdziało naprawdę mocno. Nic dziwnego. W autokarze były dwie osoby, które niedawno (dziwnie brzmi to słowo w naszej sytuacji) zmoczyły majtki. Postanowiłam zagrać va banqe.
– To chyba ja tak capię. Zdaje się, że tam gdzie upadłam… Rozumiesz…
– Ja pierdziu – rzekła na to Harriet – nie miałaś gdzie upadać?
– Sorry – nie zdążyłam wybrać sobie miejsca.
Usłyszałam, że Ariadna zachichotała, a Harry spojrzała na mnie i… też wybuchnęła śmiechem. Ale ja się nie śmiałam. Ciągle nurtował mnie problem, dlaczego nikt nie zauważył Ariadny. Przecież kiedy ja byłam w ich świecie, to widzieli mnie wszyscy. Kiedy zsikałam się w majtki, to czułam, że mam mokro. Kiedy mnie chłostali, to bolała mnie d…, no wiecie co mnie bolało, a kiedy zabawiałyśmy się z Ariadną to obie miałyśmy najprawdziwsze orgazmy. A teraz tylko ja dostrzegałam, że Ariadna jest obecna ciałem i (tak mi się w każdym razie wydaje) duchem w naszym świecie. Siedzi w autokarze trzy rzędy przede mną i Harriet, ale na nikim to nie robiło wrażenia. To mnie w zasadzie uspokoiło. Zastanawiałam się tylko nad tym, co będzie kiedy zostaniemy same i ja będę z nią rozmawiać. Postronni uznają, że jestem nie tego… i jeszcze mnie do czubków zamkną… To jednak był temat na potem. Tematem na teraz było: czego pani Brix chce ode mnie. Chyba nie każe mi się przed sobą rozebrać aby pooglądać moje siniaki na dupsku. Gotowa jeszcze pomyśleć, że ojciec mnie leje i staruszek będzie miał nieprzyjemności. Cholera, że też nie jestem jeszcze pełnoletnia!
Edynburg to nie Ely i zanim przebiliśmy się przez korki i dotarliśmy w końcu do hotelu na przedmieściach, minęło z półtorej godziny. Robiło się późnawo, więc błyskawicznie rozdzielili nas po pokojach, a pani Brix wyznaczyła nam zbiórkę za godzinę przy recepcji, celem pójścia na kolację. Mogła to oczywiście powiedzieć prościej, ale powiedziała dokładnie tak, jak zacytowałam. Ale to nie był koniec bo kiedy Harri i ja dotarłyśmy do naszego pokoju (Ariadna też weszła za nami, ale Harriet jej nie widziała), nagle wparowała pani Brix.
– Harriet, zaczekaj proszę na korytarzu. Muszę porozmawiać z Dianą – rzekła stając w drzwiach.
Biorąc pod uwagę, że nadal miałam na sobie zasiusiane majtki, które tylko trochę wyschły możecie sobie wyobrazić, że rozmowa z nauczycielka nie była tym, o czym w tej chwili najbardziej marzyłam. Ariadna stała pod oknem i przyglądała mi się z uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.
– Pani Brix, czy mogłabym się najpierw wykąpać i przebrać? – zapytałam, ale wiedziałam z góry że to się nie uda.
Pani Brix od razu przeszła do rzeczy.
– Diano, zauwałyłam sińce na twoich plecach, czy ktoś cię skrzywdził?
„Tak, handlarz niewolników z Imperium Słońca, ale nie nazwałabym tego krzywdą” – pomyślałam, ale przecież nie powiedziałam tego na głos… A może powiedziałam, bo pani Brix zrobiła minę, jakby zobaczyła krasnoludka. Nie, na szczęście myślałam po cichu a to Ariadna podeszła do pani Brix i coś jej szeptała do ucha. Moja nauczycielka wytrzeszczała oczy i patrzyła na mnie.
– Diano, czy możesz przestać się wygłupiać. Odpowiedz na pytanie. Ktoś cię zbił?!
– Pani Brix, nawet jeśli pani powiem jak i co, to i tak mi pani nie uwierzy, ale to nie ma nic wspólnego z moimi rodzicami, jeśli o to pani pyta.
– Czy mogę to obejrzeć? – zapytała
No żesz… I co miałam powiedzieć? Żeby się odwaliła? Musiałam jej to pokazać, a godzinę później byłam na obdukcji w szpitalu. Na drugi dzień przyjechał do Edynburga mój stary i zabrał mnie (i Ariadnę, która wślizgnęła się na tylne siedzenie naszego Vauxhalla) z powrotem do Ely.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii PRZEPOWIEDNIA MUSI SIĘ WYPEŁNIĆ, TWÓRCZOŚĆ MANOWARA:. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s